Zapadła absolutna cisza. Alejandro zareagował wściekle, oskarżając mnie o złe wychowanie syna, ale Miguel pozostał niewzruszony. Spokojnie wyjaśnił, że ktoś zdolny do porzucenia żony, zdrady rodziny i traktowania ludzi jak przedmioty nie może nazywać się inaczej. Wtedy odezwała się Doña Rosario. Kazała Alejandrowi milczeć i podeszła do Miguela. Zapytała go o imię, a słysząc, że to Miguel Cruz , a nie Villanueva, coś zmieniło się w jej wyrazie twarzy.
Miguel wyjaśnił, że nie chce, aby jego matka spuściła głowę ze wstydu, ani żeby ktokolwiek pomyślał, że skoro nie noszą nazwiska Villanueva, można ich wyrzucić. Zrobiło się zimno. Doña Rosario ostro upomniała Alejandra i po potwierdzeniu, że Miguel chce ze mną iść, nakazała ochronie wyprowadzić Maritesa i dziecko. Następnie poprosiła mnie, żebym następnego dnia spotkał się z jej prawnikiem, zapewniając, że rozstrzygnie rozwód zgodnie z prawem i że nie pozwoli, by jej wnuk, mimo że nosi nazwisko Cruz, został pozbawiony praw.
Trzy miesiące później rozwód został sfinalizowany. Alejandro stracił kontrolę nad firmą, gdy odkrył, że mam więcej udziałów, niż przypuszczał. Marites zniknęła z Mexico City, a Doña Rosario przeprowadziła się do Guadalajary, dystansując się od rodziny. Miguel zmienił szkołę i częściej się uśmiechał. Po raz pierwszy od dziesięciu lat spałam, nie myśląc o tym, czyją jestem synową.
Pewnego popołudnia Miguel zapytał mnie, czy żałuję. Pogłaskałam go po włosach i powiedziałam, że nie, bo go mam. Miguel uśmiechnął się, a światło słoneczne znad zatoki oświetliło nasze twarze: nie tak jasne jak kryształ, ale ciepłe i prawdziwe.