Trzymałaś mopa w dłoni, gdy zobaczył cię były mąż.
Arjun Malhotra zatrzymał się obok oświetlonej rubinami gabloty, jakby marmurowa podłoga chwyciła go za buty.
Potem się uśmiechnął.
Bo nic nie cieszyło go bardziej niż widok kobiety, którą porzucił, stojącej pod nim.
Centrum handlowe Grand Aurelia Mall na Manhattanie lśniło jak pałac zbudowany dla ludzi, którzy nigdy nie sprawdzali stanu konta. Kryształowe żyrandole unosiły się nad polerowanym marmurem. Ochroniarze w czarnych garniturach pilnowali każdego wejścia. Kamery czekały przy prywatnym wejściu na miliarderów, celebrytów, projektantów i rodziny z bogatymi rodzinami, przybywające na ekskluzywną premierę.
Arjun nie przyszedł na zakupy.
Przyjechał, żeby go zauważono.
To była jego szansa, żeby zaimponować inwestorom. Jego szansa, żeby wejść do kręgu, który ignorował go przez lata. Jego szansa, żeby udowodnić, że chłopak, który kiedyś błagał o spotkania, jest teraz człowiekiem, którego ludzie powinni się bać.
A obok niego stała Kavya, jego młoda dziewczyna, owinięta wokół jego ramienia niczym biżuteria, którą wypożyczył na wieczór.
Wtedy cię zobaczył.
Szary uniform sprzątaczki.
Włosy związane w pospiesznie upięty kok.
Bez biżuterii.
Bez makijażu.
Mokra ściereczka w jednej ręce.
Stałaś cicho przed szklaną gablotą, wpatrując się w czerwoną suknię ślubną zwaną Płomieniem Feniksa.
Suknia wyglądała na żywą.