Spojrzałaś na niego ze spokojem, który budowałaś przez siedem lat.
„To moja premiera”.
Zacisnął szczękę.
„Twoja premiera?”
„Tak”.
Odwróciłaś się w stronę szklanej gabloty.
„Płomień Feniksa to pierwszy element kolekcji ślubnej Kapoor House”.
Dziennikarz mody stojący obok sapnął.
„Kapoor House?” – wyszeptała. „To ona?”
Telefony uniosły się wyżej.
Słyszałaś szmer przechodzący przez salę.
Kapoor House.
Anonimowa marka projektowa, która w ciągu dwóch lat podbiła elitarne kręgi mody.
Marka, która odmawiała współpracy z celebrytami, ale jakimś cudem ubierała córki senatorów, dziedziczki fortun, panny młode z rodziny królewskiej i kobiety, które nie pytały o cenę, wybierając kosmetyki.
Marka słynąca z ręcznego wykonania, motywów ognia, ukrytych przesłań wszytych w podszewki i nieujawniania twarzy założyciela.
Tą założycielką byłaś ty.
Meera Kapoor.
Zwykła żona, którą Arjun porzucił.
Kobieta, z której właśnie się naśmiewał przy śmietniku.