Spojrzałaś na suknię.
Następnie na pracownice cicho poruszające się po holu, kobiety niosące torby z ubraniami, młodych projektantów robiących notatki, sprzątaczkę Anitę polerującą najdalszy marmurowy brzeg.
„Nikt nie jest”, powiedziałaś.
Wyszedł.
I tym razem nic w tobie nie zaszło.
Później tej nocy poszłaś sama do archiwum Domu Kapoor.
Płomień Feniksa został umieszczony w klimatyzowanym gablocie. W delikatnym świetle rubiny zdawały się pulsować jak żarzące się węgle.
Otworzyłaś szufladę pod gablotą i wyjęłaś szarą kurtkę sprzątaczki.
Zachowałaś ją.
Nie jako kostium.
Na pamiątkę.
Umieściłaś ją w pudełku obok najwcześniejszego szkicu sukni, tego, o którym pani Bhatia mówiła, że miał gniewne dłonie.
Potem napisałeś ostatnią notatkę do archiwum.
Ten tekst narodził się z obelgi, ale nie pozostał tam.
Należy do każdej kobiety, której kazano spuścić wzrok i zamiast tego przyjrzeć się bliżej.
Należy do rąk, które cicho tkały ogień.