Potem jedna suknia wieczorowa.
Potem bogata klientka z New Jersey nosiła twoją pracę i nie chciała nikomu zdradzić twojego imienia, bo chciała zachować cię w tajemnicy.
Potroiłaś cenę.
Zapłaciła.
Przyszła kolejna klientka.
A potem następny.
Nazwałaś markę Kapoor House, bo Arjun kiedyś zasugerował ci, żebyś zrezygnowała z nazwiska panieńskiego w pracy.
„Brzmi zbyt regionalnie” – powiedział.
Teraz kobiety płacą za to sześciocyfrową kwotę.
Nie pokazywałaś się.
Nie chodziłaś na imprezy.
Dawałaś ubraniom przemówić, ucząc się w milczeniu języka pieniędzy.
Siedem lat później stałaś w holu Grand Aurelia, podczas gdy twój były mąż obserwował, jak ludzie kłaniają się kobiecie, którą nazywał zwyczajną.
Na scenie Celeste podała ci mikrofon.
Spojrzałaś na tłum.
Inwestorzy.
Redaktorzy.
Projektanci.
Dyrektorzy.
Influencerzy udający, że nie filmują, podczas gdy na pewno filmują.
Pracownicy stali pod ścianami z szeroko otwartymi oczami.