„Chciałem tylko…”
„Czego?”
Zaśmiał się gorzko.
„Nie wiem. Może poczuć się mniej czarnym charakterem w swojej historii”.
Spojrzałaś na niego z czymś w rodzaju litości.
„Nigdy nie byłeś wystarczająco ważny, żeby być całą historią”.
To go zraniło.
Dostrzegłaś to.
Ale to nie było okrucieństwo.
To była proporcja.
Przez lata twój ból czynił go ogromnym. Złoczyńcą. Raną. Głosem w twojej głowie. Miarą, z którą walczyłeś.
Teraz był tylko rozdziałem.
Brzydkim.
Pożytecznym.
Ale nie książką.
Wtedy za nim pojawiła się Kavya.
Jej oczy były zaczerwienione, ale podbródek uniesiony.
„Arjun, wychodzę”.
Odwrócił się.
„Co?”
„Wystarczająco dużo się dziś nasłuchałem”.
Jego twarz się skrzywiła.
„Kavya, to nie ma z tobą nic wspólnego”.
Zaśmiała się raz.
„To ma wszystko wspólnego ze mną. Nie upokorzyłeś jej, bo była twoją byłą żoną. Upokorzyłeś ją, bo myślałeś, że jest biedna. To znaczy, że wiem, co się stanie, jeśli kiedykolwiek przestanę wyglądać na drogiego przy tobie”.
O mało się nie uśmiechnąłeś.
Spojrzała na ciebie.