A Arjun, zamarł obok wystawy, której, jego zdaniem, nie byłaś godna dotknąć.
Zaczęłaś cicho.
„Kiedy projektowałam Płomień Feniksa, ludzie zakładali, że chodzi o luksus”.
Odwróciłaś się lekko w stronę sukni.
„Nieprawda”.
Pomieszczenie uspokoiło się.
„Chodzi o to, co przetrwa płomienie”.
W tłumie rozległ się szmer.
„Każdy rubin na tym elemencie został umieszczony przez kobiety, których prace często skrywają luksusowe metki. Każdy płomień został wyhaftowany przez rzemieślników, którzy wiedzą, co to znaczy być niedostrzeganym. Wewnątrz podszewki widnieją imiona trzydziestu siedmiu kobiet, które dotykały tej sukni”.
Zatrzymałaś się.
„Żadna z nich nie jest zwyczajna”.
Najpierw personel zaczął klaskać.
Potem projektanci.
A potem tłum.
Dźwięk rozniósł się po holu, jakby coś pękło.
Arjun wyglądał na uwięzionego w środku.
Kontynuowałaś.
„Dziś wieczorem założyłam uniform sprzątaczki, ponieważ zanim Kapoor House podpisze umowę o partnerstwie publicznym, musiałam się dowiedzieć, czy to miejsce to praca, czy tylko bogactwo”.
Dyrektor centrum handlowego wyglądał, jakby miał zemdleć.
Odwróciłaś się do niego.
„Panie Bennett, pański personel traktował mnie z większą godnością niż wielu pańskich gości”.
Skłonił głowę.