Młodszy brat Gábora.
– Co nam dał za te pieniądze? – zapytałem.
– Na papierze, logistykę i doradztwo w zakresie rozwoju nieruchomości.
– A w rzeczywistości?
János keser
Spojrzał na mnie.
– Nic nie widzę.
Tydzień później Gábor zwolnił Jánosa za porozumieniem stron. Powiedział, że popełnił poważny błąd zawodowy.
János nie podpisał porozumienia stron.
W jego liście o wypowiedzeniu widniał napis „utrata zaufania”.
Tego wieczoru zapytałem Gábora o projekt K–R. Odłożył widelec tak wolno, że Luca też podniósł wzrok.
– Czy János z tobą rozmawiał?
– Odpowiedz na pytanie.
– Firma Rolanda pracuje dla nas.
– Co?
– Nie tutaj.
Skinął wzrokiem w stronę naszej córki.
Luca miał dwadzieścia trzy lata, studiował architekturę w Budapeszcie, ale wrócił do domu w ten weekend. Nie było już dziecka, które można by uchronić przed wyrokami skazującymi.
– Nie muszę być zwolniony – powiedział. – Jestem też udziałowcem.
Mój ojciec kazał wypisać nazwisko Luki na ośmiu procentach akcji, które mógł sprzedać dopiero po ukończeniu dwudziestego piątego roku życia. Gábor zawsze mówił o tym jak o błahostce.
Tego wieczoru jednak wstał od stołu.
„Dość” – powiedział. „To ja ponoszę odpowiedzialność w tym domu. A ty rozmawiałeś ze mną jak z przestępcą”.
Nie odpowiedział na moje pytanie.
Dwa tygodnie później znalazłem kolczyk Réki pod siedzeniem pasażera w naszym samochodzie.
Gábor powiedział, że pojechali razem na spotkanie na wieś.
„Wypadł jej kolczyk. To wszystko”.
Jego głos był spokojny. Zbyt spokojny.
Nie spałem tej nocy. O świcie poszedłem do kuchni i zrobiłem czarną kawę. Kiedy woda się gotowała, zobaczyłem, że telefon Gábora zaświecił się na blacie.
Réka pisała.
„Nie zapomnij odwołać rezerwacji wieczornej. Éva już coś podejrzewa”.
Nie odebrałam telefonu. Nie musiałam.
Wyrok utkwił mi w pamięci, nawet gdy ekran zgasł.
Później w tym samym tygodniu odwiedziłam w Budapeszcie prawnika Andrása Farkasa. András miał pięćdziesiąt dwa lata, zajmował się prawem korporacyjnym i zajmował się również sprawami spadkowymi mojego ojca.
Kiedy pokazałam mu dokumenty Jánosa, zdjął okulary.
– Czy Gábor wie, że masz je przy sobie?
– Nie.
– W takim razie nie powinien na razie wiedzieć.
András sprawdził rejestr spółki, rejestr akcji i protokoły z walnych zgromadzeń z poprzednich lat. Zadzwonił do mnie trzy dni później.
– Évo, wśród dokumentów znajduje się pełnomocnictwo, zgodnie z którym w październiku ubiegłego roku udzieliłaś mężowi nieograniczonego pełnomocnictwa do reprezentowania twoich akcji.
– Nigdy niczego takiego nie podpisałam.
– Też tak przypuszczałem.
Na kopii widniało moje nazwisko. Wyglądało to jak mój podpis, ale litery były zbyt regularne. Jakby ktoś to ćwiczył od dawna.
Wśród świadków był dawny przyjaciel Réki i Gábora ze studiów.
Tego popołudnia wróciłem do domu i wyjąłem z szafki w gabinecie wszystkie dokumenty, do których miałem dostęp. Za jedną z teczek ubezpieczeniowych znalazłem szarą kopertę.
W środku znajdował się projekt umowy sprzedaży.
Siedemdziesiąt procent terenu Varga Textil miało zostać sprzedane firmie K–R Projekt, znacznie poniżej ceny rynkowej. Hale miały zostać następnie ponownie wynajęte naszej firmie za piętnaście milionów forintów miesięcznie.
Na dole było miejsce na mój podpis.
Data podpisania umowy przypadała na poniedziałek po gali.
Gala oficjalnie obchodziła trzydziestą rocznicę istnienia firmy. Gábor chciał wręcz wieczorem ogłosić „nowy program rozwoju” i umowę z austriackimi inwestorami.
Inwestorzy nie wiedzieli, że teren zostanie w międzyczasie wycofany z firmy.
Gdyby umowa doszła do skutku, Varga Textil mogłaby zbankrutować w ciągu kilku lat. Gábor natomiast byłby właścicielem nieruchomości za pośrednictwem firmy swojego brata.
„Po co ci ta gala?” – zapytałem Andrása.
„Bo chce rozgłosu” – odpowiedział. „Jeśli tam uściśnie dłonie inwestorom, łatwiej mu będzie później twierdzić, że wszyscy właściciele poparli tę transakcję”.
„I chce mnie trzymać z daleka”.
„Prawdopodobnie.
Dlatego zaczęłam szyć tę sukienkę.
Nie przygotowywałam się tylko do gali. Chciałam mieć oko na Gabora.
Wiedziałam, że grzebie w moich rzeczach. Raz moje pudełko z przyborami do szycia było zepsute, innym razem szuflada w warsztacie była uchylona.
Więc wszyłam stary pendrive w rąbek zielonej sukienki. Nie było na nim nic ważnego. Skopiowałam na niego kilka zdjęć z katalogu i stary cennik.
Prawdziwe dokumenty były przechowywane w biurze Andrása. Zeskanowane kopie były zaszyfrowane, a dane bankowe zostały już wysłane do biegłego księgowego.
Pamiątka ukryta w sukience była przynętą.
Ale nie spodziewałam się, że Gábor spali całą sukienkę.
Nie wiedziałam, jak się o tym dowiedział.
Kiedy jego samochód zniknął na końcu ulicy, poszłam na górę do sypialni. Drzwi do mojej szafy były otwarte. Między moimi szafami wisiał pusty wieszak. ubrania.
A w szufladzie mojej szafki nocnej znalazłam małą kamerę, którą umieściłam dwa dni wcześniej.
Na nagraniu Gábor wszedł do pokoju o wpół do piątej po południu. Wyciągnął zieloną sukienkę z szafy, dotknął rąbka i zadzwonił.
„Mam ją” – powiedział.
Nie słyszałam głosu Réki, ale odpowiedź Gabora była wyraźnie nagrana.