Jej imię na drzwiach.
„Wszystko w porządku?” zapytał Diego.
Skinęła głową.
„Tak.”
Pauza.
„Teraz już tak.”
Spojrzała na miasto.
Wszystko tak samo.
Oprócz niej.
„Wiesz, co jest najbardziej ironiczne?” powiedziała.
„Co?”
Uśmiechnęła się blado.
„Nigdy nie byłam słaba”.
Pauza.
„Po prostu byłam w złym miejscu”.
I po raz pierwszy od dawna…
Odetchnęła swobodnie.
Bez strachu.
Bez pozwolenia.
Bez łańcuchów.
Bo to, co Álvaro uważał za władzę…
Było tylko pożyczone.
A kiedy zniknęło…
Nie miał już nic.
Ale ona…
Nawet odchodząc z niczym…
Nigdy nie straciła tego, co najważniejsze.
Siebie.