Uniosłam telefon wyżej. „Powiedz to jeszcze raz. Powiedz mi, jak mój spadek należy do ciebie. Powiedz mi, jak przyszłaś tu, żeby zmusić mnie do podpisywania dokumentów prawnych, podczas gdy ja opłakuję rodziców”.
Jego wzrok powędrował w stronę Vanessy.
Nagle wyglądała na zaniepokojoną.
„Isabello” – powiedziała – „nie wyolbrzymiaj tego”.
Zaśmiałam się krótko i dziwnie.
„Przyszłaś do domu moich rodziców po ich pogrzebie, żeby pomóc mojemu mężowi mnie okraść” – powiedziałam. „To już jest poważna sprawa”.
Adrian podszedł bliżej. „Myślisz, że ktoś ci uwierzy?”
Wtedy otworzyłam drzwi wejściowe na oścież.
To, co zobaczyłam na zewnątrz, zmieniło wszystko.
Byli tam nasi sąsiedzi.
Pani Rivera stała obok z telefonem w dłoni. Pan Collins, emerytowany policjant z naprzeciwka, szedł już w stronę ganku. Dwóch innych stało w pobliżu, obserwując.
Zapomniałam, że okna są otwarte. Zapomniałam, jak głośno potrafi mówić Adrian.
Ale już wystarczająco dużo usłyszeli.