Nasze życie jest nudne, w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Mieszkamy na Hawthorne Street. Laya ma swój własny pokój, pomalowany na odcień lawendy, który sama wybrała. Jej rysunki są przyklejone do ścian – galeria oszustów.
Domy i uśmiechnięte słońca. Teraz chodzi do szkoły pieszo. Nie musi ukrywać adresu.
Nadal jestem asystentką pielęgniarską, ale kończę studia pielęgniarskie. Robię to dla siebie, a nie dla przetrwania.
Evelyn odwiedza nas w niedziele. Przynosi ciastka i udaje, że jest tam tylko po to, żeby zobaczyć Layę.
A co z Diane i Robertem? Okazuje się, że nie można wynająć domu, którego się nie jest właścicielem, bez konsekwencji. Zostali zmuszeni do zwrotu pieniędzy. Ich reputacja w społeczności legła w gruzach. Limit Evelyn ujawnił górę ukrytych długów, których nie mogą już dłużej ukrywać.
Próbowali do mnie raz zadzwonić. Żeby „negocjować”. Zablokowałam numer.
W tym schronisku nauczyłam się czegoś ważnego. Arogancja nie uchroni cię przed upadkiem. Ale prawda? Prawda to jedyny grunt wystarczająco solidny, żeby zbudować na nim dom.
Laya zapytała mnie wczoraj, czy Evelyn podoba się nasz dom.
„Tak” – odpowiedziałam. „Ona to uwielbia”.
I po raz pierwszy od dawna ja też.