Rozdział 2: Budżet miłości
Aby zrozumieć matematykę naszych konsekwencji, trzeba zrozumieć miasto, w którym się wychowaliśmy. Milfield było miejscem, gdzie populacja oscylowała wokół dwóch tysięcy, a hierarchię społeczną wyznaczały ławki Pierwszego Kościoła Baptystów. Mój ojciec, Kenneth, był człowiekiem powtarzalnym – trzydzieści jeden lat w składzie drewna, te same buty, to samo przychodzenie o 17:42 każdego wieczoru. Moja matka prowadziła dom i komitet kościelny z tą samą przerażającą precyzją, kobieta, która potrafiła wykorzystać zapiekankę jako broń do zasygnalizowania statusu społecznego.
W naszym domu miłość była ograniczonym zasobem – ściśle określonym budżetem, w którym ja byłam głównym wydatkiem, a moja siostra Paige luksusową inwestycją. Paige była „Dzieckiem Słońca”, królową balu maturalnego, która unosiła się przez życie na obłoku matczynego uwielbienia. Ja byłam „Stałą”, córką, która zdobywała idealne oceny z matematyki i zmywała naczynia bez proszenia, a mimo to pozostawała niewidzialna.