Rok po tym, jak moja siostra bliźniaczka zniknęła podczas rekolekcji kościelnych, wciąż nosiłam w sobie poczucie winy, że zostałam w domu ze złamaną ręką. Pewnego popołudnia mama zemdlała i błagała mnie, żebym przyniosła jej Biblię. Odkryłam w niej coś, co sprawiło, że zwątpiłam w każdą modlitwę, każde poszukiwania i każdego dorosłego, któremu kiedykolwiek zaufałam.
Biblia upadła na podłogę, rozpadła się na kawałki i dowiodła, że moja zaginiona siostra bliźniaczka wciąż żyje.
Przez dwanaście miesięcy mama nosiła tę Biblię wszędzie, gdzie się udała. Zabierała ją do kościoła, do sklepu spożywczego, do pustego pokoju Hannah i na kuchenny stół długo po północy.
Wierzyłam, że żałoba uczyniła z tej Biblii coś świętego.
Myliłam się.
W środku nie było żadnych stron.
Środek został starannie i głęboko wydrążony. Najpierw po podłodze przesunęło się zdjęcie. Potem kilka listów. Potem gotówka. Potem złożona koperta na datki kościelne. Na koniec liścik napisany odręcznie przez Hannah.
Podniosłam zdjęcie.
Chłopak, który się wpatrywał, miał moje ciemne włosy, linię szczęki i oczy.
Przez chwilę myślałem, że patrzę na siebie.
Potem zadzwoniłem pod 911.
Moja siostra bliźniaczka Hannah zniknęła dokładnie rok przed tym, jak znalazłem tę Biblię.
Mieliśmy wtedy szesnaście lat.
Rekolekcje miały być rutynowe. Co roku odbywały się w tym samym domku nad jeziorem. Uczęszczały na nie te same rodziny kościelne, pod opieką starszych kobiet, Rose i Moiry.
Ja też miałem tam być.
Ale złamałem rękę, jeżdżąc na deskorolce, trzy dni przed wyjazdem.
Hannah stała w drzwiach, niosąc swoją torbę podróżną, już ubrana w moją szarą bluzę z kapturem.
„Stary, tracisz najlepszy weekend w roku”.
„To rekolekcje kościelne” – powiedziałem. „Najważniejsze to dorośli udający, że gry planszowe są fajne”.
Uśmiechnęła się. „Jesteś po prostu zgorzkniały, bo nie możesz mnie pokonać w Scrabble”.
Zawołała mama z dołu. „Hannah, chodźmy”.
Hannah spojrzała na mój procę, a jej wyraz twarzy złagodniał.
„Naprawdę, nie rób niczego głupiego, kiedy mnie nie będzie”.