Poczułam ucisk w piersi.
Bo mimo wszystko widok jej w takim stanie wciąż bolał.
„Wiedziałaś?” zapytałam.
Natychmiast pokręciła głową, zrozpaczona.
„Nie. Mówiłam ci…”
„Przysięgam. Widziałam, że Isabelle się zmienia… staje się coraz bardziej arogancka… coś ukrywa. Ale to? Nie, nie to”. Jej głos się załamał. „Nigdy bym sobie tego nie wyobraziła”.
Uwierzyłam jej.
A przynajmniej w tej kwestii jej uwierzyłam.
Mój ojciec odszedł zaraz potem.
Mocniej.
Milcząco.
Z tą tlącą się w nim złością, która zawsze była w nim bardziej niepokojąca niż jakikolwiek wybuch.
Nawet nie spojrzał na Marca.
Spojrzał na mnie.
„Czy jesteś chroniona prawnie?”
To pytanie prawie mnie zaskoczyło.
To było dla niego takie typowe.
Nie zaczął od łez.
Zaczął od tego, co jeszcze dało się uratować.
„Tak” – odpowiedziałam. „Wszystko było zaplanowane trzy tygodnie temu”.
Powoli skinął głową.
I po raz pierwszy tego wieczoru dostrzegłam w jego oczach coś, co przypominało dumę.
„Postąpiłaś słusznie”.
Marc próbował coś powiedzieć.
Ojciec uciszył go jednym spojrzeniem.
„Teraz z nią nie rozmawiasz”.