Znów odrzuciłam.
Za trzecim razem odebrałam na głośniku, nie odrywając wzroku od drogi.
„Gdzie jesteś?” zapytała Camille.
Jej głos nie brzmiał gniewnie.
Był przerażony.
„Powiedz mi, gdzie jesteś, Sophie. Natychmiast”.
„Jadę do szpitala” – odpowiedziałam krótko. „A potem może na policję, w zależności od tego, co tam usłyszę”.
Na tylnym siedzeniu Inès skuliła się przy drzwiach.
Po drugiej stronie słuchawki oddech mojej siostry zamarł w gardle.
„Sophie, błagam cię… Nie rób tego w ten sposób”.
„Tak?” powtórzyłam, czując, jak gniew narasta tak szybko, że pali mnie w gardle. „Znalazłam szwy na plecach twojej córki. Powiedziała mi, że to nie był wypadek. A ty chcesz, żebym się odwróciła?”
Zapadła cisza.
Potem rozległ się szloch.
Prawdziwy szloch.
Tak niespodziewany, że przez chwilę myślałam, że ktoś inny dzwoni.