CZĘŚĆ 2
Zamknęłam tablet, zanim Olivier wrócił.
Moim pierwszym odruchem było zadzwonić do niego i zapytać, jak mógł ukraść trzy okazje, by odzyskać moje życie.
Zdałam sobie jednak sprawę, że natychmiastowa konfrontacja da mu czas na usunięcie wiadomości, zmianę ustawień dostępu i przelanie pieniędzy.
Oddzwoniłam do Nadii.
„Czy to stanowisko jest nadal wolne?”
„Tak.”
„W takim razie chcę iść na rozmowę kwalifikacyjną.”
Zamilkła na kilka sekund.
„Nigdy nie odrzuciłaś żadnej z naszych ofert?”
„Mój mąż i teściowa podszywali się pod mnie.”
Jeszcze jej nie opowiedziałam całej historii.
Nadia zaproponowała mi poufne spotkanie następnego dnia. Poinformowała tylko kierownika działu kadr i odpowiedniego dyrektora.
Pojechałam pociągiem do siedziby firmy, mówiąc Olivierowi, że Paul ma wizytę lekarską.
To kłamstwo mnie zaniepokoiło.
Ale mój mąż spędził osiemnaście miesięcy na przechwytywaniu mojej korespondencji. Musiałem odzyskać trochę pewności siebie, zanim dowie się, co wiem.
Rozmowa trwała prawie trzy godziny.
Zadawano mi pytania techniczne. Niektóre odpowiedzi przychodziły mi do głowy natychmiast. W przypadku innych szczerze przyznałem, że potrzebuję przypomnienia.
Nikt nie traktował mnie tak, jakbym był oderwany od rzeczywistości.
Dyrektor powiedział:
„Cztery lata przerwy w pracy nie wymazują dwunastu lat doświadczenia. Technologia ewoluuje, ale umiejętność kierowania zespołem nie znika”.
Firma podtrzymała ofertę siedemdziesięciu ośmiu tysięcy euro z sześciotygodniowym szkoleniem i hybrydowym systemem pracy.
Poprosiłem o kilka dni przed podpisaniem umowy.
Tego wieczoru Olivier czekał na mnie w kuchni z kilkoma paragonami.
„Sto dwadzieścia sześć euro w supermarkecie? Czy karmisz całe sąsiedztwo?”
„Kupiłem środki czystości i leki dla Paula”.
„Przynajmniej można porównać ceny. Kiedy nic się nie zarabia, szanuje się osobę, która płaci”.
Rzucił mi paragony przed oczy.
Wcześniej próbowałabym usprawiedliwić każdy zakup.
Tym razem spojrzałam na niego, myśląc o siedemdziesięciu ośmiu tysiącach euro, których nie pozwolił mi zarobić.
„Masz rację” – odpowiedziałam. „Czas to zmienić”.
Myślał, że zaakceptowałam jego zarzut.
„Wreszcie trochę jasności”.
Skontaktowałam się wtedy z prawnikiem.
Pokazałam jej oferty, maile wysłane w moim imieniu, nagranie Monique i wiadomości dotyczące Sabriny.
Pomogła mi zabezpieczyć moje dokumenty osobiste i prawnie zweryfikować aktywność na naszych wspólnych kontach.
Prawda finansowa była niemal tak brutalna, jak wiadomości.
Przez dwa lata Olivier regularnie przelewał pieniądze kobiecie o imieniu Sabrina Leduc.
Opłacał część jej czynszu, rachunek za telefon i kilka weekendów w hotelach.
Część wydatków pokrywał z jego osobistego konta.
Inne zostały zabrane z naszych wspólnych oszczędności.
Podczas gdy narzekał mi na zawyżoną cenę proszku do prania, dawał swojej kochance czasem ponad 1500 euro miesięcznie.
Znalazłam też płatności za biżuterię, wycieczkę do Nicei i meble dostarczane do jej mieszkania.
Sabrina pracowała w tej samej firmie co Olivier.
W wiadomościach opisywał ją jako swoją przyszłą partnerkę.
Powiedział jej, że jestem leniwą kobietą, która odmawia pracy pomimo jego próśb.
„Muszę płacić za wszystko w domu” – pisał. „Claire nie przeżyłaby beze mnie tygodnia”.
Sabrina odpowiadała:
„Kiedy się rozwiedziesz, w końcu zrozumie, jak wygląda prawdziwe życie”.
Poczułam na nią złość.
Ale główne kłamstwo pochodziło od Oliviera.
Celowo pozbawiał mnie dochodów, a następnie wykorzystywał ten brak dochodów, by mnie poniżyć przed kochanką i przygotować się do rozwodu.
Moja teściowa wiedziała o romansie.
Wiedziała również, że część domowych pieniędzy miała być przeznaczona na utrzymanie Sabriny.
Jej celem nie było ratowanie naszego małżeństwa. Chciała, żeby jej syn mógł ułożyć sobie nowe życie, zanim będę miała środki, by się bronić.
Podpisałam umowę.
Moja data rozpoczęcia pracy była wyznaczona na sześć tygodni później, po szkoleniu.
Firma założyła nowy firmowy adres e-mail i komunikowała się wyłącznie za pomocą mojego bezpiecznego numeru osobistego.
Kierownik działu kadr wręczył mi oświadczenie potwierdzające trzy oferty pracy, daty fałszywych odpowiedzi i rozmowę telefoniczną kobiety podającej się za mnie.
Zachowała oryginalne dokumenty na wypadek ewentualnych przyszłych postępowań sądowych.
Nadal nic nie powiedziałam Olivierowi.
Przez trzy tygodnie pozwalałam mu grać dalej swoją część.
Narzekał na moje niskie wynagrodzenie.
Pytał, dlaczego nie szukam pracy porządnie.
Powiedział swojej matce, w mojej obecności, że niektóre kobiety wolą polegać na mężach, niż się starać.
Każde zdanie stawało się kolejnym dowodem na…
jej okrucieństwa.
W następną niedzielę obie rodziny zebrały się w domu Monique z okazji jej urodzin.
Byli tam moja siostra i ojciec, a także dwaj bracia Oliviera.
Po posiłku macocha otworzyła prezenty.
Olivier dał jej drogą bransoletkę.
„Jest wspaniała” – powiedziałam. „Z którego konta ją opłaciłaś?”
Zmarszczył brwi.
„Dlaczego pytasz?”
„Bo w piątek krytykowałaś mnie za to, że kupiłam buty dla Paula”.
Monique przerwała: