Kiedy poznała go po raz pierwszy, wszyscy jedliśmy kolację u mojej mamy. Pomagał zanosić naczynia na stół, śmiał się z okropnych żartów mojego wujka i szczerze chwalił pieczeń mojej mamy.
Kiedy był w kuchni, Lori nachyliła się do mnie i wyszeptała: „Jeśli ty za niego nie wyjdziesz, ja to zrobię”.
Wtedy zabrzmiało to jak jeden z tych niewinnych rodzinnych żartów, które ludzie opowiadają, gdy wszystko jest bezpieczne i ciepłe.
Później tego wieczoru pokazałam jej ponownie pierścionek zaręczynowy w kuchni. Obróciła go powoli pod światło i powiedziała z lekkim śmiechem: „Zawsze wszystko dostajesz na pierwszym miejscu. Świetna praca. Świetny facet”.
Potem oddała go z uśmiechem, jakby żartowała.
Kiedy później powtórzyłam ten komentarz Nickowi, roześmiał się.
„Cóż, dobrze wiedzieć, że mam opcje awaryjne”.
Też się zaśmiałam.
Nie powinnam.
Moja mama była gorsza, na swój sposób.
„W końcu znalazłaś dobrego mężczyznę” – powiedziała mi pewnej niedzieli. „Nie zgub tego”.
Uśmiechałam się, aż bolały mnie policzki.
Zawsze faworyzowała Lori.
„Jest wrażliwa” – mówiła mama za każdym razem, gdy Lori sprawiała kłopoty. „Jesteś silniejsza. Dasz sobie radę”.
Więc usłyszenie jej aprobaty było dziwnie cenne, jak w końcu wygranie czegoś, czego pragnęłam całe życie.
Dwa lata później Nick oświadczył mi się podczas spaceru w tym samym parku, w którym mieliśmy pierwszą randkę.
„Tak” – powiedziałam, zanim zdążył otworzyć pudełko z pierścionkiem.
Zaśmiał się. „Jeszcze nie skończyłem”.
Wsunął pierścionek na mój palec, a ja objęłam go, wyobrażając sobie już resztę naszego wspólnego życia.
Rzuciłam się w wir planowania ślubu, o którym marzyłam od dzieciństwa. Zarezerwowaliśmy piękny kościół, stworzyliśmy listę gości, która rosła zdecydowanie za szybko i zaczęliśmy organizować każdy najmniejszy szczegół. Nick był w to wszystko zaangażowany.
Na początku zgodziliśmy się podzielić koszty po równo. W praktyce jednak zrobiło się z tego bałagan.
Pewnej nocy, po godzinach sortowania faktur i wycen dostawców, z frustracji osunęłam się nad papierami.
Nick wziął ode mnie plik dokumentów i powiedział: „Pozwól mi zająć się umowami”.
Podniosłam wzrok. „Naprawdę?”