„Eleno!” krzyknęła Chloe, wyciągając rękę, by złapać rąbek mojej mokrej sukienki. „Eleno, proszę! Jesteś moją ukochaną siostrą! Powiedz mężowi, żeby przestał! On rujnuje mi dzień ślubu! Proszę, przepraszam!”
Moi rodzice, widząc, jak przyszłość ich złotego dziecka płonie na popiół, w końcu otrząsnęli się z szoku. Rzucili się do przodu, ale zanim zdążyli podejść na odległość półtora metra, Viktor i kolejny potężny ochroniarz wkroczyli do akcji, kładąc im ciężkie ręce na piersiach i gwałtownie odpychając je do tyłu.
„Eleno, proszę!” szlochała moja mama, składając dłonie w modlitwie. „Przepraszamy! Myliliśmy się! Zrobimy wszystko! Tylko nam wybacz, córko!”
Stałam w ciepłym, opiekuńczym uścisku Aleksandra, trzymając moją drżącą córkę. Spojrzałam na czwórkę ludzi płaczących i błagających u moich stóp.
To był żałosny, obrzydliwy widok.
Wiedziałam dokładnie, dlaczego płakali. Nie płakali, bo żałowali, że wrzucili mnie do lodowatej wody. Nie płakali, bo nagle uświadomili sobie, że byli dla mnie okropnymi rodzicami ani okropną ciocią dla Lily. Nie czuli ani krzty szczerego żalu.
Płakali, bo stracili pieniądze. Błagali, bo „plama”, którą próbowali zmyć, okazała się bankiem, który władał ich życiem.
„Nazwałeś mnie wstydem” – powiedziałam, a mój głos przebił się przez ich żałosne szlochanie. Był czysty, głośny i niesamowicie spokojny. „Powiedziałeś, że przyniosłam wstyd tej rodzinie. Kazałeś mi trzymać mojego nieślubnego syna z dala od kamer”.
Spojrzałam na ojca, który teraz otwarcie płakał.
„Ten wstyd nigdy nie wróci do twojego progu” – powiedziałam chłodno. „Chciałaś się mnie pozbyć? Spełniam życzenie. Jesteś dla mnie martwa. A teraz posprzątaj po sobie”.
Odwróciłam się do nich plecami.
Aleksander wziął Lily w swoje silne ramiona, wtulając jej zimną twarz w zagłębienie swojej szyi. Wolną ręką mocno objął mnie w talii.
„Chodźmy do domu, moja królowo” – mruknął Aleksander, całując mnie w skroń.
Zatrzymał się i odwrócił po raz ostatni, by spojrzeć na tłum przerażonych, milczących gości. Niektórzy z nich wyjęli wcześniej telefony, prawdopodobnie po to, by nagrać „zabawny” moment, w którym biedna siostra wpadła do…
fontanna.
„Jeśli choć jedno zdjęcie, nagranie wideo lub szept o mojej żonie lub córce z tego wieczoru wycieknie do opinii publicznej lub prasy” – powiedział Aleksander, a jego głos opadł do zabójczego, przerażającego tonu, który zapowiadał całkowitą zagładę. „Osobiście wytropię każdą osobę z listy gości tego żałosnego wesela i zniszczę wasze życie tak doszczętnie, że będziecie żałować śmierci. Rozumiecie mnie?”
W tłumie rozległ się zbiorowy, przerażony pomruk „Tak jest!”. Telefony szybko schowano z powrotem do kieszeni i torebek.
Aleksander skinął głową. „Dobrze”.