W pokoju zapadła cisza.
Wyraz twarzy Nathana uległ zmianie.
„Co ty?”
Malcolm najwyraźniej za późno zdał sobie sprawę, że powiedział coś, czego Nathan nie wiedział.
„To było wiele lat temu”.
„Nigdy nie leczyłeś mojej żony.”
„Tak, zrobiłem.”
“NIE.”
Głos Nathana pozostał cichy.
„Widziała doktora Friedmana.”
„Za regularną opiekę.”
„Po co ona cię widziała?”
Malcolm spojrzał na mnie.
„To jest biznes rodzinny.”
Nathan podszedł bliżej.
„Teraz ona jest zaangażowana”.
Coś przemknęło przez twarz Malcolma.
Rezygnacja.
„Rebecca skontaktowała się ze mną prywatnie.”
“Gdy?”
„Około czterech miesięcy przed wypadkiem”.
Dłonie Nathana powoli się zgięły.
„Po co?”
„Bóle głowy. Zawroty głowy. Problemy z zasypianiem.”
Wydawało się, że w tym samym pomieszczeniu wszelki dźwięk został utracony.
“I?”
„Przeprowadziłem testy. Nic oczywistego.”
„Dlaczego mi nie powiedziała?”
„Musiałbyś ją zapytać.”
Nathan wzdrygnął się.
Malcolm natychmiast pożałował tych słów.
“Przepraszam.”
„Co jeszcze?”
„Martwiła się o dzieci”.
Poczułem mrowienie na skórze.
„Oni wtedy nie byli chorzy” – powiedział Nathan.
„Nie. Nie tak jak teraz.”
„Co ją martwiło?”
Malcolm zawahał się.
„Powiedziała, że czują się zmęczeni, ilekroć spędzają dłuższy czas w skrzydle wschodnim.”
Skrzydło wschodnie.
Ich sypialnie.
Nathan wpatrywał się w niego.
„I przez trzy lata nic nie mówiłeś?”
„Prosiła mnie, żebym tego nie robił.”
„Ona nie żyje.”
„I uszanowałem jej poufność”.
„To moi synowie.”
“Ja wiem.”
Dwaj mężczyźni stali naprzeciw siebie po drugiej stronie biurka.
Napięcie nie było wybuchowe.
Było gorzej.
To było osobiste.

Wkroczyłem między pytania, zanim gniew zniszczył wszelkie pozostałe informacje.
„Czy Rebecca prosiła o przeprowadzenie badań środowiskowych?”
Malcolm spojrzał na mnie.
“Tak.”
„Czy to było zrobione?”
“Nie wiem.”
„Nie wiesz?”
„Powiedziała mi, że sama to zorganizuje.”
„Czy ona się z tobą jeszcze kiedyś skontaktowała?”
“Tak.”
“Gdy?”
„Około dwóch tygodni przed wypadkiem”.
Twarz Nathana zbladła.
„Co ona powiedziała?”
Malcolm przełknął ślinę.
„Powiedziała, że coś znalazła.”
Poczułem, jak włosy stają mi dęba na rękach.
“Co?”
„Nie chciała mi powiedzieć przez telefon”.
„Spotkaliście się?”
„Mieliśmy to zrobić.”
“I?”
„Ona nigdy nie przyszła.”
Nathan wpatrywał się w niego.
„Ponieważ umarła.”
Malcolm skinął głową.
Po raz pierwszy arogancki lekarz wyglądał na autentycznie wstrząśniętego.
„Umarła tego ranka, kiedy mieliśmy się spotkać”.
Nikt się nie odezwał.
Za oknami światła ogrodowe oświetlały perfekcyjnie przycięte żywopłoty.
Dwór wyglądał spokojnie.
Bezpieczna.
Ale im dłużej tam przebywałem, tym bardziej rozumiałem, że to pozory wykonały największą pracę.
Nathan powoli usiadł za biurkiem.
„Przez wszystkie te lata…”
Zatrzymał się.
Słyszałem myśl, której nie zdołał dokończyć.
Przez wszystkie te lata uważał, że śmierć Rebekki i choroba jego synów to odrębne tragedie.
Teraz stykały się krawędziami.
Niekoniecznie połączone.
Ale już nie oddzielnie.
Doktor Reeves wyszedł krótko po północy.
Przed wyjazdem zlecił nowe badania krwi i obiecał skonsultować się ze specjalistą ds. ochrony środowiska.
Jego stosunek do mnie pozostał chłodny.
Jednak gdy dotarł do drzwi biura, zatrzymał się.
„Miałeś rację w jednej kwestii.”
Podniosłem brwi.
„Tylko jeden?”
Prawie się uśmiechnął.
„Powinniśmy byli bliżej przyjrzeć się ich otoczeniu”.
Potem odszedł.
Nathan pozostał w swoim biurze.
Spodziewałem się, że pozwoli mi odejść na dziś wieczór.
Zamiast tego powiedział: „Jest coś jeszcze”.
Otworzył dolną szufladę biurka.
W środku znajdowała się koperta.
Biały.
Stary.
Pismo odręczne Rebekki.
Poczułem ucisk w żołądku.
„Powiedziałeś mi, że nie wiesz, co Jakub miał na myśli.”
„Skłamałem.”
Jego głos był cichy.
I tak to się stało.
To, co przeczuwałem od początku.
Sekret należący do samego Nathana.
“Dlaczego?”
„Ponieważ nie chciałam, żeby ktokolwiek to przeczytał.”
“Dlaczego?”
Położył kopertę na biurku, ale jej nie otworzył.
Na froncie widniał napis:
Nathan — jeśli stracę odwagę, przeczytaj to i tak.
Spojrzałem na niego.
„Od jak dawna to masz?”
„Trzy lata.”
„Nigdy tego nie otworzyłeś?”
Jego wzrok pozostał skupiony na piśmie.
“NIE.”
Nie mogłem w to uwierzyć.
“Dlaczego?”
„Ponieważ znalazło się w jej biurku po wypadku”.
„To nie wyjaśnia, dlaczego tego nie przeczytałeś.”
Jego odpowiedź nadeszła powoli.
„Ponieważ tydzień przed śmiercią Rebecca powiedziała mi, że chce odejść”.
Nic nie powiedziałem.
„Chciała zabrać chłopców”.
Jego głos stał się bardziej szorstki.
„Myślałem, że ten list wyjaśni dlaczego.”
„A ty nie chciałeś wiedzieć”.
Spojrzał na mnie.
„Wiedziałem już wystarczająco dużo.”
„Co twoim zdaniem tam było napisane?”
„Że się mnie bała”.
Wydaje się, że przyznanie się do winy coś go kosztowało.
Nathan Coleman był człowiekiem, którego bała się połowa mieszkańców stanu, ale możliwość, że jego zmarła żona bała się go, była najwyraźniej tą jedną rzeczą, z którą nigdy nie był w stanie się pogodzić.
„Więc to ukryłeś.”
“Tak.”
„Nawet po tym, jak chłopcy zachorowali?”
„Nie sądziłem, że to ma z nimi cokolwiek wspólnego”.
Spojrzałem na napis na kopercie.
Zapytaj o powietrze.
Rebecca potajemnie odwiedza lekarza.
Rebecca martwi się o dzieci.
Rebecca planuje wyjechać.
Nagle nieotwarty list zaczął mieć większe znaczenie niż wszystkie dokumenty w pokoju.
„Musisz to przeczytać.”
Nathan wpatrywał się w kopertę.
“Ja wiem.”
Ale on się nie poruszył.
„Chcesz, żebym wyszedł?”
“NIE.”
Odpowiedź zaskoczyła nas oboje.
Podniósł kopertę.
Jego palce lekko drżały.
Następnie złamał pieczęć.
Wewnątrz znajdowały się trzy strony.
Początkowo czytał w milczeniu.
Obserwowałem, jak wyraz jego twarzy znika.
“Co?”
Nie odpowiedział.
„Nathan?”
Podał mi pierwszą stronę.
Pismo Rebekki było krzywe na papierze.
Nathan,
Wiem, że myślisz, że jestem od ciebie zdystansowany z powodu twojej pracy. To nie jest powód.
Boję się, że z tym domem dzieje się coś złego.
Na początku myślałem, że mi się to przywidziało. Bóle głowy. Dziwny zapach na górze. Chłopcy coraz bardziej zmęczeni. Ale spędziliśmy dziesięć dni w Rhode Island i wszyscy troje wyzdrowieliśmy.
Pobrałem próbki, nie mówiąc ci o tym, ponieważ wiedziałem, że zamierzasz wymienić połowę domu, zanim jeszcze wiedzieliśmy, czego szukamy.
Wstępne wyniki nadeszły wczoraj.
W powietrzu nad skrzydłem wschodnim jest coś, czego nie powinno tam być.
Moje oczy się zatrzymały.
Nathan szepnął: „Czytaj dalej”.
Druga strona była trudniejsza.
Rebecca napisała, że firma zajmująca się ochroną środowiska wykryła nietypowe stężenie związków chemicznych w pobliżu pierwotnego żłobka i przyległych pomieszczeń.
Zaplanowała dalsze badania.
Ale był jeszcze jeden szczegół.
Ktoś odwołał drugą inspekcję.
Nie Rebecca.
Firma twierdzi, że przyczyną odwołania było biuro Nathana.
Nathan nagle wstał.
„Nigdy niczego nie odwoływałem”.
Spojrzałem na niego.
„Kto miał prawo dzwonić z twojego biura?”
Jego twarz znieruchomiała.
Z pewnością przeszło mu przez myśl kilka nazwisk.
Pani Bennett.
Asystenci.
Pracownicy ochrony.
Menedżerowie biznesowi.
Być może dziesiątki osób.
„Jest jeszcze trzecia strona” – powiedziałem.
Podniósł go.
A potem zamarł.
“Co?”
Zamiast odpowiedzieć, podał mi ją.
Trzecia strona zawierała tylko kilka linijek.
Jeśli to czytasz, chciałbym, żebyś zrozumiał coś, zanim obwinisz niewłaściwą osobę.
Nie wierzę, że ktoś celowo robi tym chłopcom krzywdę.
Ale ktoś w tym domu wie, że problem z wentylacją istnieje.
Zapytałem ich o to.
Błagali mnie, żebym ci nie mówił, dopóki oni nie wyjaśnią.
Nathan, posłuchaj zanim się zdenerwujesz.
Ponieważ osoba, która odwołała kontrolę, próbowała cię chronić.
Pod ostatnim zdaniem Rebecca napisała jedno imię.
Ale atrament był rozmazany.
Nieprzypadkowo.
Celowo.
Ktoś przeciągnął po nim wilgotnym kciukiem lub szmatką, aż widoczna stała się tylko pierwsza litera.
M.
Nathan i ja wpatrywaliśmy się w stronę.
Doktor Malcolm Reeves właśnie opuścił dom.
Ale nie był jedyną osobą, której imię zaczynało się na literę M.
Nathan sięgnął po telefon.
Potem się zatrzymał.
Spojrzał w stronę korytarza.
Zaskrzypiała podłoga przed biurem.
Ktoś tam był.
Nathan przeszedł przez pokój i otworzył drzwi.
Korytarz był pusty.
Prawie.
Na podłodze, tuż przy jego biurze, leżała mała, złożona kartka papieru.
Podniosłem to.
Pismo było dziecinne.
Jakuba.
Tata,
List od mamy nie jest tym, którego potrzebujesz.
Jest jeszcze jeden.
Spojrzałem w stronę schodów.
Nathan już zaczął się poruszać.
Znaleźliśmy Jacoba stojącego w połowie schodów w piżamie.
Wyglądał na przestraszonego.
„Jakub” – powiedział łagodnie Nathan – „jaki jeszcze list?”
Jakub chwycił się poręczy.
„Ten, którego ukryła mama.”
“Gdzie?”
Spojrzał na mnie.
Potem do swojego ojca.
„W pokoju za naszym pokojem.”
„Do pokoju dziecięcego?”
Jakub pokręcił głową.
“NIE.”
Nathan i ja wymieniliśmy spojrzenia.
„Który pokój?” zapytałem.
Jakub wskazał na górę.
„Są jeszcze jedne drzwi.”
Dwadzieścia minut później staliśmy już we trójkę w starym pokoju dziecięcym.
Jonah spał na dole z panią Bennett.
Nathan przeszukał ściany.
Szukałem za meblami.
Jakub podszedł prosto do antycznej szafy.
Odsunął sukienkę Rebekki.
Potem przykucnął.
Z tyłu szafy, niemal niewidoczna pod wiszącym materiałem, znajdowała się wąska mosiężna zasuwka.
Nathan wpatrywał się w to.
Nigdy czegoś takiego nie widziałem.
Jakub pociągnął.
Otworzył się drewniany panel.
Za nim, między ścianami, znajdowało się małe pomieszczenie służbowe.
Z wnętrza napływało zimne powietrze.
Podobnie jak słodki, chemiczny zapach.
Teraz znacznie silniejszy.
Nathan włączył latarkę w telefonie.
Belka odsłoniła kanały wentylacyjne, starą izolację i kilka pojemników magazynowych.
Ale to nie było powodem, dla którego przestał oddychać.
Na wąskiej półce leżała zapieczętowana plastikowa teczka.
Rebecca Coleman napisała imię Nathana na przodzie.
Pod spodem znajdowało się pięć słów.
Dla Nathana. Nie dla policji.
Nathan sięgnął do środka.
Potem się zatrzymał.
Ponieważ obok folderu leżało coś jeszcze.
Aktualne zdjęcie.
Nie mam trzech lat.
Ostatni.
Film przedstawiał Jakuba i Jonasza spacerujących po ogrodzie z panią Bennett.
Data wydrukowana w rogu była sprzed ośmiu dni.
Ktoś był w tym zamkniętym pomieszczeniu w ciągu ostatniego tygodnia.
Nathan powoli wziął do ręki fotografię.
Na odwrocie ktoś napisał jedno zdanie:
Są coraz bliżej tego, co odkryła Rebecca.
Poczułem, że w pokoju zrobiło się zimno, mimo że przez otwór wentylacyjny przepływało ciepłe powietrze.
Nathan spojrzał na ukryty folder.
A potem na mnie.
Wyjątkowo żadne z nas nie miało odpowiedzi.
Na dole, gdzieś w cichej rezydencji, drzwi cicho się zamknęły.
KONIEC CZĘŚCI 2 – POLUB, UDOSTĘPNIJ I SKOMENTUJ „CAŁĄ HISTORIĘ”, JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ CAŁĄ HISTORIĘ.