Diana spojrzała na męża. Potem na Alice. Uśmiechała się przepraszająco, ale jej oczy były pełne pewności siebie – nie śmiałyby odmówić.
„Okej” – wydusiła Diana.
Miesiąc. Kolejny miesiąc tego piekła.
Dni ciągnęły się w nieskończoność. Diana wstawała wcześnie i szła do pracy. Wieczorem wracała do zdemolowanego mieszkania. Alisa teraz pracowała, ale wracała późno, zmęczona. Babcia Mirona, Uljana Pietrowna, odbierała go z przedszkola i przyprowadzała wieczorem.
Sprzątanie, gotowanie i pranie – wszystko to spadło na Dianę. Vadim pomagał, ale tylko w drobnych zadaniach, takich jak wynoszenie śmieci i zmywanie naczyń po obiedzie. Główny ciężar spadł na jego żonę.
Diana czuła się jak outsiderka we własnym domu. Nigdzie nie było ciszy ani spokoju. Miron krzyczał rano, domagając się śniadania. Alisa spędzała w łazience całe godziny. Vadim wieczorami rozmawiał z siostrą o jej pracy.
Nie było już miejsca dla siebie. Diana wróciła z pracy wyczerpana, a w domu czekał ją nie odpoczynek, ale nowa fala zmartwień.
Pewnego dnia Alicja powiedziała mimochodem przy śniadaniu:
„Wiesz, tak sobie myślę. Może w ogóle nie spieszyć się z kupnem mieszkania? Najpierw uzbieram niezłą sumkę, a potem się wyprowadzę. Inaczej znowu wpadnę w długi i po co?”
Diana zamarła z kubkiem kawy w połowie drogi do ust.
„Więc chcesz zostać na stałe?” – zapytała powoli Diana.
„No cóż… w zasadzie tak” – Alicja wzruszyła ramionami. „To nie jest zbyt duży problem, prawda? Vadim, nie masz nic przeciwko?”
„Oczywiście, że nie” – uśmiechnął się mój mąż. „Zostań, jak długo potrzebujesz. Rodzina jest ważniejsza niż pieniądze”.
Ważniejsze niż pieniądze. Ważniejsze niż komfort mojej żony. Ważniejsze niż wszystko.
Diana wstała od stołu i poszła do sypialni. Zamknęła drzwi na klucz i usiadła na łóżku. Ręce jej się trzęsły. W środku kipiała złość – na Alice, na Vadima, na całą tę sytuację.
W sobotę wieczorem przyjechała Uljana Pietrowna. Teściowa wpadła do mieszkania jak huragan, niosąc torby z ciastami i tortami.
„Moje dzieci!” Uljana Pietrowna pocałowała Wadima, a potem Alisę. Skinęła głową w stronę Diany. „Jak się masz? Alisonko, jak w pracy?”
„W porządku, mamo” – Alicja usiadła na sofie obok mamy. „Powoli się przyzwyczajam”.
„To wspaniale!” – teściowa zwróciła się do Diany. „A ty, Dianoczko, jesteś wspaniała. Pomagasz siostrze męża, wspierasz ją. Tak właśnie powinna postępować prawdziwa żona – traktować rodzinę męża jak własną”.
Diana stała przy oknie, patrząc na ulicę. Milczała.
„Wiesz, Dianoczko” – kontynuowała Uljana Pietrowna – „rodzina jest najważniejsza. Pieniądze przychodzą i odchodzą, ale bliscy pozostają. Musimy sobie pomagać, bez liczenia”.
Nie licząc. Diana policzyła. W ciągu sześciu tygodni Alisa i Miron zjedli artykuły spożywcze za około dwadzieścia tysięcy rubli. Media wzrosły o pięć tysięcy. Zniszczona bluzka, zużyte kosmetyki, proszek do prania i środki czystości – co najmniej kolejne pięć tysięcy. Razem trzydzieści tysięcy. Ani grosza w ramach rekompensaty.
„Dianoczko, słyszysz mnie?” – teściowa spojrzała na synową z oczekiwaniem.
„Słyszę cię” – powiedziała krótko Diana.
– To dobrze. Cieszę się, że rozumiesz wagę więzi rodzinnych.
Coś w Dianie pękło. Jak rozciągnięta gumka, ciągnięta, ciągnięta i ciągnięta – aż w końcu nadszedł punkt krytyczny.
„Nie” – odpowiedziała cicho Diana.
„Co?” Uljana Pietrowna nie usłyszała.
„Powiedziałam nie” – Diana zwróciła się do teściowej. „Nie rozumiem. Nie chcę rozumieć. I nie obchodzą mnie więzy rodzinne, nawet jeśli zrobią ze mnie służącą!”
Uljana Pietrowna złapała oddech. Alicja podniosła wzrok znad telefonu. Wadim zamarł z filiżanką herbaty w dłoniach.
„Diana, co ty robisz?!” – zerwała się teściowa. „Jak możesz rozmawiać ze starszymi?!”
„Tak jak na to zasługujesz!” Głos Diany urósł do krzyku. „Milczałam przez półtora miesiąca! Sprzątałam, gotowałam, wytrzymałam! A ty nawet nie podziękowałaś! Ciągle się domagasz!”
„Diana, uspokój się” – Vadim odstawił kubek i podszedł do żony. „Chodźmy porozmawiać do drugiego pokoju”.
„Nie!” Diana się wycofała. „Nie pójdę! Powiem ci wszystko tu i teraz!”
„Diana, zachowujesz się niewłaściwie” – Uljana Pietrowna zacisnęła usta. „Jesteśmy rodziną, musimy…”
„Nie jesteśmy rodziną!” – przerwała Diana. „Rodzina to miejsce, gdzie ludzie się szanują! Kiedy pytają o zdanie! A ty zdecydowałeś za mnie! Przeniosłeś moją siostrę bez mojej zgody!”
„Prosiłem!” – oburzył się Wadim. „Zgodziłeś się!”
— Dwa tygodnie! Dwa! A minęło półtora miesiąca! I końca nie widać!
„Diana, nie mam dokąd pójść” – wtrąciła Alicja, udając obrażoną. „Myślałam, że rozumiesz…”
„Rozumiem!” Diana zwróciła się do siostry męża. „Rozumiem, że jest ci wygodnie! Darmowe zakwaterowanie, gotowe posiłki, sprzątanie! Po co się wyprowadzać, skoro masz tak dobrze?!”.
„Jak śmiesz!” Alicja podskoczyła. „Pracuję, staram się…”
„Próbujesz?” Diana zaśmiała się histerycznie. „Przychodzisz, jesz moje jedzenie, kładziesz się na mojej kanapie! Miron demoluje mieszkanie, a ty nawet tego nie zauważasz! Wziąłeś moją bluzkę, zniszczyłeś ją i nawet nie przeprosiłeś!”
– To był wypadek!
— Zbieg okoliczności? A co z kremem? A co z produktami, które znikają? A co z rachunkami za media, które się podwoiły?!
„Diana, przestań!” Wadim podniósł głos. „Właśnie obrażasz moją siostrę!”
„A co ona robi?!” Diana zwróciła się do męża. „To pasożyt! Na nas! Na mnie!”
„Jesteś niegrzeczny dla mojej matki!” Wadim wskazał na Uljanę Pietrowną. „Przeproś natychmiast!”
„Nie będę przepraszać!” Diana zacisnęła pięści. „Bo mam rację! Twoja matka przyszła i zaczęła mi mówić, jak mam żyć! Mówić mi, jaka powinna być żona! Ale ona sama nie ma pojęcia, o co chodzi!”
– Diano, żądam…
„Niczego nie żądasz!” Diana podeszła do męża i wbiła mu palec w pierś. „Milczałam przez półtora miesiąca! Wytrzymałam! Poświęciłam swój komfort! A ty nawet nie podziękowałeś! Nawet nie zauważyłeś, jak mi ciężko!”
Wadim otworzył usta, a potem je zamknął. Spojrzał na żonę zdezorientowany.
— Myślałem… że ci to nie przeszkadza…
„Nie masz nic przeciwko?!”. Diana prawie się dusiła ze wzruszenia. „Mówiłam ci! Co tydzień! Ale mnie zignorowałaś! Kazałaś mi być cierpliwą!”
– No cóż… to moja siostra…
„Niech twoja siostra zamieszka z matką!” krzyknęła Diana. „A mój dom nie jest kurortem ani miejscem, gdzie można znaleźć schronienie dla problemów twojej rodziny!”
W pokoju zapadła cisza. Wszyscy zamarli. Uljana Pietrowna miała otwarte usta. Twarz Alisy była blada. Wzrok Wadima był nieruchomy.
Diana ciężko oddychała, zaciskając pięści. Powiedziała to. W końcu powiedziała wszystko, co kotłowało się w jej głowie.
“Ty… ty wyrzucasz moją siostrę?” zapytał cicho Wadim.
„Tak” – odpowiedziała stanowczo Diana. „Wyrzucam cię. To mój dom. Moje mieszkanie. Kupiłam je przed ślubem. I to ja decyduję, kto tu mieszka”.
„Jak śmiesz!” Uljana Pietrowna złapała ją za torbę. „Niszczysz rodzinę! Samolubna! Bezduszna!”
„Może” – Diana wzruszyła ramionami. „Ale ona jest szczera”.
Uljana Pietrowna zwróciła się do syna.
– Wadim, słyszysz, co mówi twoja żona?!
„Słyszę cię, mamo” – Vadim nie spuszczał wzroku z Diany.
– A co zrobisz?!
„Nie wiem” – przyznał mąż.