Daniel wpadł przez roztrzaskane drzwi tarasowe, ignorując moje rozkazy, by się ukryć. Podbiegł do mnie, machając rękami nad moim ciałem, szukając ran.
„Sarah… Nie… Nie rozumiem” – wyjąkał, patrząc na ciała, a potem z powrotem na moją zastygłą twarz. „Kim jesteś?”
Spojrzałam na męża, a moja klatka piersiowa unosiła się i opadała. „Danielu, zanim zostałam właścicielką warsztatu… byłam w siłach specjalnych. Trzy tury bojowe. Przeprowadziłam się do Milfield, bo desperacko pragnęłam spokoju. Chciałam tylko naprawiać zepsute samochody. Ale wygląda na to, że kłopoty mają sposób, by mnie wytropić”.
William Harrison wyszedł z cienia za drzwiami. Patriarcha spojrzał na zneutralizowaną grupę uderzeniową, a potem na mnie. „Ty… masz szkolenie wojskowe? Szkolenie bojowe?”
„Tak, proszę pana. Obszerne.”
„Właśnie uratowałeś całą moją rodzinę.”
Spojrzałem Williamowi prosto w oczy. „Uratowałem moją rodzinę, William.”
Dwadzieścia minut później posiadłość roiła się od migających czerwonych i niebieskich świateł. Lokalna policja była kompletnie zdezorientowana, ale kiedy przybyło FBI, wszystko zaczęło się układać. Napastnikami byli korporacyjni najemnicy wynajęci przez największego rywala Harrison Tech, których zadaniem było wyeliminowanie Daniela i zaniżenie akcji jego firmy przed wprowadzeniem nowego szyfrowania.
Dowódca agenta FBI, wysoki mężczyzna o nazwisku Martinez, rzucił okiem na mój dowód i zatrzymał się w miejscu.
„Sierżancie Mitchell” – powiedział Martinez, prostując ramiona i wyciągając rękę z głębokim szacunkiem. „Przeczytałem tajne raporty z twoich misji ewakuacyjnych w Kandaharze. To absolutny zaszczyt, proszę pani.”
Szczęka Daniela omal nie opadła. „Sierżancie sztabowy?”