„Podawałem kawę niedaleko ogrodu. Pani Renata powiedziała pewnej kobiecie, że jutro wszczęto postępowanie prawne w sprawie pieniędzy pani Mercedes, bo »staruszka była gotowa na azyl«”.
Renata krzyknęła:
„Zamknij się! Nic nie wiesz!”
Ten krzyk był jej niepodpisanym przyznaniem się do winy.
Santiago cofnął się o krok.
Mercedes chciała go przytulić. Chciała mu powiedzieć, że nadal jest jej synem, że wciąż może wrócić. Ale zanim zdążyła się ruszyć, w drzwiach pojawił się inny mężczyzna.
To był kierownik hotelu.
Niósł małe, niebieskie, aksamitne pudełeczko.
„Pani Robles” – powiedział – „znaleźliśmy to w apartamencie dla nowożeńców, w torebce panny młodej”.
Mercedes otworzyła pudełeczko.
Jej perły.
Perły jej babci.
Te, które Renata powiedziała, że wyglądają, jakby należały do pogrzebu.
Mercedes spojrzała na Santiago.
I po raz pierwszy tej nocy jej syn zrozumiał, że nie jest świadkiem rodzinnego dramatu.
Był świadkiem rabunku, zdrady i ślubu zbudowanego na kłamstwie.
Renata próbowała uciec do wyjścia.
Ale Octavio już dzwonił do prokuratury.
A Santiago, biały jak obrus na własnym weselu, wyszeptał coś, co przecięło salę na pół:
„Mamo… co jeszcze wiesz?”
CZĘŚĆ 3
Mercedes spojrzała na syna i wiedziała, że pytanie nie było proste.
Co jeszcze wiesz?
Wiedziała za dużo.
Widziała, że Renata powoli go izolowała. Wiedziała, że każdej niedzieli wymyślała wymówki, żeby Santiago jej nie odwiedzał. Wiedziała, że powiedziała mu, że jego matka traktuje go jak dziecko. Wiedziała, że kpi z jego rodzinnych wspomnień, bo chciała go wyrwać z korzeniami, zanim zabierze go gdzieś daleko.
Ale wiedziała też coś gorszego.
Nie wszystko zaczęło się od ślubu.
Mercedes dała znak Octavio.
Prawnik podszedł do mikrofonu z czarną teczką. Sala wciąż była pełna, ale nikt nie jadł, nikt nie pił, nikt nie udawał. Nawet kelnerzy zamarli jak posągi z tacami.
Renata siedziała przy głównym stole, szybko oddychając. Jej matka trzymała ją za ramię. Jej ojciec, Don Arturo, wpatrywał się w podłogę, jakby marmur miał go połknąć w całości.
„Santiago” – powiedziała Mercedes – „trzy tygodnie temu odebrałam telefon z banku”.
Zamknął oczy.
„Jaki telefon?”
„Ktoś próbował uzyskać informacje o moich kontach, używając twoich danych osobowych”.
Santiago gwałtownie otworzył oczy.
„Nie zrobiłem tego”.
„Wiem”.
Renata uniosła brodę.
„To za dużo. Mercedes, wymyślasz przestępstwa, żeby mnie zniszczyć”.
Octavio otworzył teczkę.
„To nie są żadne sfabrykowane informacje. Są tam zapisy rozmów, e-maili i prośba o dostęp do dokumentów finansowych pani Robles. Prośba została wysłana z komputera podłączonego do biura, w którym pracuje pani Patricia, matka panny młodej”.
Pani Patricia zamarła.
W pokoju szeptano jej imię, jakby była zarazą.
„To niczego nie dowodzi” – powiedziała.
„Są też wiadomości” – kontynuował Octavio. Rozmowy Renaty z matką, w których dyskutują, jak przekonać pana Santiago do podpisania szerokiego pełnomocnictwa po podróży poślubnej.
Santiago spojrzał na Renatę.
„Pełnomocnictwo?”
Renata pokręciła głową.
„Chodziło o ułatwienie formalności. O nasz dom. O inwestycje”.
Mercedes przemówiła głosem, który już nie drżał.
„Nie, Renato. Chodziło o to, żebyś mogła przenieść jego konta, naciskać na niego, a potem wyrzucić mnie z rodzinnego funduszu powierniczego”.
Octavio wyciągnął kilka wydrukowanych stron.
„W jednej z wiadomości pani Renata pisze: »Najpierw niech Santiago podpisze. Potem zrobimy z Mercedes zniedołężniałą. Jeśli będzie się opierać, wyślemy ją do drogiego domu opieki i tyle«”.
Santiago położył rękę na piersi.
Wyrok nie tylko oskarżał Renatę. Obnażył również jego. Pokazał mu, jak łatwo wykorzystała jego miłość, potrzebę założenia rodziny, strach przed samotnością po śmierci ojca.
Mercedes zobaczyła ból na jego twarzy i poczuła gorzkie ukłucie. Nie chciała, żeby cierpiał. Ale prawda nie zawsze dociera do niej łagodnie. Czasami wdziera się z impetem.
Renata straciła panowanie nad sobą.
«Tak, chciałam pieniędzy!» krzyknęła. «I co z tego? Czego tak bardzo pragnie samotna staruszka? Santiago i ja moglibyśmy żyć tak, jak na to zasługujemy. Ona już miała swoje życie».
W pokoju zrobiło się zimno.
Santiago spojrzał na nią, jakby w końcu zobaczył ją bez makijażu, bez sukienki, bez muzyki, bez kłamstw.
„Moja matka nie była ciężarem” – powiedział łamiącym się głosem. „Była moją rodziną”.
Renata zaśmiała się rozpaczliwie.
„Twoja rodzina cię spętała. Miałem ci dać cały świat”.
„Miałaś mi odebrać wszystko” – odparł Santiago. „Nawet ją”.
Mercedes zacisnęła usta. Nie zamierzała płakać. Jeszcze nie.
Kierownik hotelu wrócił z dwoma policjantami.
Policja z Mexico City i prokurator, którzy przybyli po bezpośrednim wezwaniu od Octavio. Początkowo nie było kajdanek. Nie było melodramatycznej sceny. Były pytania, dowody tożsamości, analiza dowodów i panna młoda bledszająca z minuty na minutę.
Carmen zeznawała o tym, co widziała. Kelner również. Ochrona przekazała kopię dziennika alarmu. Hotel potwierdził, że torebka Renaty była w apartamencie, kiedy znaleziono skradzione perły.
Doña Patricia próbowała interweniować.
„Moja córka jest zrozpaczona. To można rozwiązać prywatnie”.
Mercedes spojrzała na nią.
„Wszedłeś do mojego domu prywatnie. Upokorzyłeś mnie prywatnie. Okradłeś mnie prywatnie. Ale chciałeś publicznie ogłosić mnie niekompetentną. Więc nie, Patricio. Tego nie da się już rozwiązać prywatnie”.
To zdanie sprawiło, że niejeden gość spuścił wzrok.