„Bardzo dobrze się przeprowadzasz. Zacznij się pakować”.
Mój ojciec, Pierre, opierał się o framugę drzwi salonu i nie patrzył na mnie.
Kiedy próbowałam usiąść z Elise w ramionach i ból zgiął mnie wpół, mruknęłam, że to nieludzkie.
Wtedy moja matka straciła panowanie nad sobą.
Podeszła, złapała mnie za włosy i pociągnęła w stronę krawędzi łóżka.
„Przestań marudzić!” krzyknęła. „Pakuj walizkę i wynoś się stąd”.
Jęknęłam, czując pieczenie w ranie.
Ojciec westchnął zirytowany, jakbym robiła scenę bez powodu.
„Zabierz ją stąd” powiedział. „Sprawia, że czuję się nieswojo”.
Sophie przyjechała dziesięć minut później z wózkiem, ogromną torbą i tym swoim zwykłym półuśmiechem.
Spojrzała na moje opuchnięte oczy, poplamioną koszulę nocną, walizkę pozostawioną uchyloną przy drzwiach, po czym powiedziała:
„Wreszcie będę miała pokój dla siebie,
bez twojego dramatu”.
Nie pamiętam dokładnie, jak zeszłam po schodach. Wiem tylko, że Elise zaczęła płakać, że ledwo widziałam przez łzy i że zimne powietrze ulicy szczypało mnie w skórę, gdy przechodziłam przez bramę, jedną ręką na brzuchu, a drugą trzymając gondolę.
Wtedy samochód Juliena skręcił za róg. Zahamował gwałtownie, widząc mnie stojącą na chodniku, bladą, rozczochraną i drżącą.
Wysiadł, zostawił torbę z apteki na siedzeniu i spojrzał najpierw na moje dłonie, potem na rozczochrane włosy, a na końcu na krew prześwitującą przez materiał koszuli nocnej.
Wyrzuciłam mu tylko jedno zdanie:
„Wyrzucili mnie”.
Julien spojrzał na moich rodziców i siostrę, wciąż stojących w drzwiach. Nie krzyczał. Nie wykonał żadnego gwałtownego ruchu.
Otworzył schowek, wyjął niebieski folder i telefon, a potem powiedział tak zimnym głosem, że nawet moja mama się cofnęła:
„Niech się nikt nie rusza. Właśnie zrujnowałeś sobie życie”.
Co było w tym niebieskim folderze… i dlaczego to zdanie było początkiem czegoś, czego nikt nie mógł powstrzymać?
Część 2…
Julien nie marnował ani chwili na sprzeciw.