Więc powtórzyłam to jeszcze raz, tym razem głośniej. „Nie. Nie poproszę o badanie. I powinnam była jej powiedzieć, że absolutnie nie, na długo przed dzisiejszym wieczorem”.
Oczy Clary powoli napełniały się łzami. Nie był to wyraz ogromnej ulgi. To było coś o wiele bardziej złożonego i rozdzierającego serce. To był żal. Bo właściwa odpowiedź, nawet jeśli dana zbyt późno, wciąż przychodzi, niosąc ze sobą ogromne szkody spowodowane opóźnieniem.
Sięgnąłem po niebieską teczkę medyczną leżącą na plastikowym krześle dla gości i delikatnie położyłem ją na łóżku obok jej ręki.
„Przez chwilę, kiedy wszedłem do mieszkania, uwierzyłem w coś niewiarygodnie okropnego” – wyznałem, zmuszając się, by nie odrywać wzroku od jej oczu. „Nie będę cię obrażał, udając, że nie”.
Wyraźnie zacisnęła szczękę.
„A ja pozwoliłam, by jadowite słowa mojej matki żyły w mojej głowie bezkarnie, bo było to po prostu łatwiejsze niż konfrontacja z nią” – kontynuowałem, a wstyd palił mnie w gardle.
Klara odwróciła twarz, patrząc przez wąskie okno. Cienki, ciepły promień porannego słońca padł na jej blady policzek.
„Nie wiem, kim to nas czyni, Ethan” – wyszeptała w cichym pokoju.
Ja też nie. To była brutalna prawda. Nie byliśmy całkowicie zepsuci bez możliwości naprawy. Ale z pewnością nie byliśmy bezpieczni. Nie byliśmy już niewinni. Byliśmy czymś pomiędzy, czymś w rodzaju bałaganu, stojącym w sterylnej sali szpitalnej, czekającym, by zobaczyć, co przetrwa katastrofę.
Wtedy mój telefon zawibrował raz pod moimi żebrami.
Wyłączyłam go. Mogła to być jakaś fantomowa wibracja, jakiś wybryk umysłu. A może to było po prostu fizycznie manifestujące się poczucie winy.
Sięgnęłam do kieszeni, wyciągnęłam ciężki, czarny prostokąt i położyłam go ekranem do dołu na stoliku na kółkach, nie naciskając przycisku zasilania.
Clara zauważyła ten gest. Tym razem nie skinęła głową z aprobatą. Ale też nie odwróciła wzroku.
Po kilku długich minutach głębokiej ciszy odezwała się, nie patrząc na mnie.
„Kiedy w końcu mnie wypiszą i opuścimy ten szpital” – powiedziała Clara, a w jej głosie słychać było żelazną determinację – „absolutnie odmawiam powrotu do domu wypełnionego jej wiadomościami głosowymi i SMS-ami”.