„Clara…” Mój głos zabrzmiał szorstko, jakby należał do kogoś obcego. „Jak długo?”
Mrugnęła do mnie, a jej twarz lśniła zimnym potem. Próbowała się skupić, przebić słowami ścianę przeszywającego bólu.
„Od dziesiątej” – wydyszała drżącym głosem. – „Może wcześniej. Myślałam… Myślałam, że to tylko silne skurcze. Potem było gorzej. Próbowałam do ciebie dzwonić.”
Ponownie spojrzałem na jej telefon. Ciemny ekran nagle wydał mi się cięższy niż blok ołowiu.
Próbowałem do ciebie zadzwonić. Zrobiłem krok naprzód, ręce trzęsły mi się niekontrolowanie, i podniosłem telefon. Stuknąłem w ekran.
Jasne światło rozświetliło ciemny pokój, a jej historia połączeń wypełniła szybę niczym druzgocący akt oskarżenia przeciwko mojej duszy.
Moje imię. Ethan. Powtórzone dwadzieścia razy. Dwadzieścia nieodebranych połączeń, podczas gdy siedziałem wygodnie w samolocie, całkowicie nieosiągalny, uśmiechając się na myśl o mojej sprytnej niespodziance.
Ale nie to było najgorsze. Pod moim nazwiskiem widniały dwa połączenia na numer alarmowy 911. Oba trwały mniej niż pięć sekund. Oba zakończyły się, zanim ktokolwiek zdążył wezwać pomoc.
„Nie mogłam mówić” – mruknęła Clara, a jej wzrok podążał za moim spojrzeniem na ekran. „Ból… zaparł mi dech w piersiach. Spanikowałem. Ale potem na chwilę ustał i się rozłączyłem. Pomyślałem… Pomyślałem, że może po prostu przesadzam”.
To zdanie przeszyło mi pierś niczym ząbkowane ostrze.