Czarny mercedes wtopił się w poranną zabudowę Manhattanu, czerwcowe słońce odbijało się od wieżowców oślepiającym, obojętnym blaskiem. W samochodzie panowała ciężka cisza. Aiden patrzył przez okno, a na jego drobnej twarzy malowała się powaga, jakiej nie powinien posiadać żaden siedmiolatek.
„Mamo” – wyszeptał, nie odrywając wzroku od mijającego miasta. „Czy tata kiedyś nas odwiedzi w nowym domu?”
Pogłaskałam go po włosach, serce waliło mi jak młotem. „Zaczniemy nową przygodę, Aiden. Tylko ty, ja i Chloe”.
Mój telefon zawibrował. SMS od Stevena, mojego prawnika: Sępy wylądowały w klinice. Ochrona jest na miejscu. Pułapka zastawiona.
Gdy zmierzaliśmy w kierunku lotniska JFK, David i cały klan Colemanów zjeżdżali do Hope Private Reproductive Center. Dla nich to było…
koronacja. Allison, kochanka, która została królową, siedziała w salonie VIP w sukni ciążowej, która kosztowała więcej niż mój pierwszy samochód.
Linda, moja była teściowa, wręcz wibrowała z podniecenia. Ujęła dłoń Allison z ciepłem, którego nie okazywała mi od ośmiu lat. „Kochana, trzymasz się? Mój wnuk potrzebuje odpoczynku od matki”.
„Nic mi nie jest, mamo” – mruknęła Allison, rzucając Davidowi zadowolone spojrzenie.
Megan podała jej pudełko prezentowe owinięte w srebro. „Wysokiej jakości organiczne suplementy. Tylko to, co najlepsze dla spadkobiercy Colemana. Zarezerwowaliśmy mu już miejsce w międzynarodowej szkole przygotowawczej”.
Rodzina roześmiała się, dzieląc się wizją przyszłości zbudowanej na gruzach mojego małżeństwa. Nikt nie wspomniał mojego imienia. Zostałam wymazana, jako przypis w księdze ich życia.
„Allison” – zawołała pielęgniarka. „Lekarz jest gotowy na USG”.