„Obsydianowe Bramy?” – głos Beatrice dobiegał z korytarza, gdy wpadła do biura Marka, wymachując kartką jak bronią. „To najbardziej ekskluzywny kod pocztowy w kraju, Mark. Nawet ciężarówka dostawcza nie przejedzie przez tę stróżówkę bez skanu biometrycznego. Jakim cudem ta mała kelnerka dostała zaproszenie do wynajęcia tam lokalu?”
Mark spojrzał na kartkę, marszcząc brwi w autentycznym zdumieniu. Na dole wytłoczone było imię „Vance”, ale nie skojarzył faktów. Dla niego Elena to po prostu Elena. Nigdy nawet nie zapytał o historię mojej rodziny ani o moje interesy. Był zbyt zajęty opowiadaniem o sobie.
„Może spotyka się z którymś z pracowników?” zasugerował Mark, bo jego ego nie dopuszczało innej możliwości. „A może pracuje jako tymczasowa firma cateringowa i myśli, że nas oszuka, każąc nam podejść do wejścia dla obsługi, żebyśmy „zobaczyli jej sukces”?”
„Dokładnie” – odpowiedziała Beatrice, a w jej oczach błysnęła znajoma, drapieżna złość. „Pojedziemy. I zabierzemy całą rodzinę. Ciocię Margaret, kuzynów z Londynu, wszystkich. Pokażemy całemu klanowi, co się dzieje, gdy plebejusz próbuje udawać królową w pałacu, który nie jest jej własnością. Sprawimy, że jej „urodziny” będą nocą, której nigdy nie zapomni – z zupełnie niewłaściwych powodów. Upokorzymy ją tak doszczętnie, że nigdy więcej nie pokaże się w tym mieście”.
Karawana Sterlingów – pięć czarnych SUV-ów wypełnionych trzydziestoma krewnymi ubranymi w najpiękniejszą, „rodową” biżuterię – podjechała pod masywną, żelazną bramę Obsydianowych Bram punktualnie o 20:00. Beatrice już ćwiczyła swoją pierwszą obelgę, a jej usta wykrzywiał nieustanny szyderczy uśmieszek oczekiwania.
„Zacznę od tego, że zapytam ją, czy „właściciel” wie, że bawi się w przebieranki w pensjonacie” – wyszeptała do Marka, gdy szyba SUV-a opadła.
Strażnik w kombinezonie taktycznym, ze słuchawką w uchu i postawą, która krzyczała „elitarne szkolenie wojskowe”, podszedł do samochodu. Nie wyglądał na zachwyconego nazwiskiem Sterling.
„Nazwiska, proszę?” zapytał płaskim, profesjonalnym barytonem.
„Beatrice Sterling. Przyjechaliśmy na… „imprezę” Eleny” – powiedziała, a jej głos ociekał kpiną.
Strażnik sprawdził na tablecie. „Ach, tak. Impreza Sterling. Pani Vance pani oczekuje. Trzydziestu jeden gości w sumie? Proszę wejść. Proszę jechać krętą drogą przez trzy kilometry. Główny dom jest na zboczu klifu”.
Uśmiech Beatrice zgasł. „Dwa kilometry? Do domu?”
Gdy brama otworzyła się bezszelestnie, śmiech w SUV-ach zaczął cichnąć. Nie jechali w kierunku wynajętego domku. Wjeżdżali do twierdzy.
Rozdział 4: Twierdza ze szkła i stali
Gdy konwój Sterlingów wił się prywatną drogą, cisza w pojazdach stawała się coraz cięższa. Mijali prywatne winnice, pieczołowicie przycinane, profesjonalną stajnię pełną koni wyścigowych i prywatne lądowisko dla helikopterów, gdzie stał elegancki, czarny helikopter z logo Vance Global na ogonie.
To nie był zwykły dom. To był symbol globalnej dominacji.