Markowi opadła szczęka. Wyglądał jak człowiek, który właśnie uświadomił sobie, że przez pięć lat stał na zapadni. „Ty… ty uratowałeś naszą firmę? Czemu mi nie powiedziałeś? Byliśmy zespołem!”
„Bo nie chciałeś partnera, Marku. Chciałeś trofeum, na które mógłbyś patrzeć z góry. Chciałeś sprawy charytatywnej, żeby poczuć się lepszym, bo w głębi duszy wiedziałeś, że zawodzisz. Nie kochałeś mnie; podobała ci się myśl, że mnie „ratujesz”.
Beatrice, jak zawsze drapieżna, próbowała się odwrócić. Wymusiła na twarzy drżący, groteskowy uśmiech i podeszła do mnie, wyciągając ręce, jakby chciała mnie objąć.
„Eleno, kochanie… Tylko cię testowałem! Zawsze wiedziałem, że masz w sobie iskrę. Chciałem sprawdzić, czy masz w sobie siłę, by dorównać naszej rodzinnej tradycji. Zdałaś test! Jesteś Sterlingiem do szpiku kości. Chodźmy do jadalni i omówmy, jak połączyć nazwisko Sterling z twoimi… wspaniałymi atutami. Pomyśl, jaką mielibyśmy władzę!
Spojrzałem na kobietę, która przez pięć lat nazywała mnie „nikim”, „chłopem” i „przypadkiem charytatywnym”. Czułem jedynie głębokie znudzenie.
„Beatrice, jesteś zdezorientowana” – powiedziałem, przechylając głowę. „Nazwisko Sterling nie jest już atutem, lecz obciążeniem. Moja firma wycofała całe finansowanie z twojej firmy dzisiaj o 16:00. Bez mojego kapitału twoje biuro maklerskie jest praktycznie bankrutem. Do poniedziałku twój dom w zabudowie szeregowej będzie obciążony hipoteką”.
Z twarzy Beatrice odpłynęła krew, aż przybrała barwę zsiadłego mleka.
„A co do „łączenia”…” – wskazałem na masywną, złoconą bramę na końcu podjazdu, widoczną przez sięgające od podłogi do sufitu szkło. „Mam surową zasadę, żeby nie trzymać bałaganu w swoim życiu. W tym domu śmieci są wywożone we wtorki. Dzisiaj jest wtorek. Wynoście się. Wszyscy.”
„Czekajcie!” krzyknął Mark, gdy moja ekipa ochroniarzy – ludzie, którzy naprawdę wiedzieli, jak radzić sobie z zagrożeniami – wystąpiła naprzód. „Nie mamy dokąd iść! Bank zajmuje kamienicę! Nie możecie nas po prostu wyrzucić w noc!”
„Sugeruję, żebyście ruszyli pieszo” – powiedziałem, odwracając się do nich plecami. „To długa droga do miasta, ale jestem pewien, że ktoś z waszą „wizją” znajdzie sposób, żeby tam dotrzeć.”
Dźwięk trzydziestu funtów szterlingów