Obserwowałam, jak stopniowo docierało do mnie, że cicha, ciężarna wdowa, którą porzucili, nie spędziła dwunastu dni na tonięciu.
Spędziła je budując klatkę.
Głos Vivian przycichł. „Czego chcesz?”
Zerknęłam w stronę drzwi pokoju dziecięcego.
„Spokoju” – powiedziałam. „I żebyście oboje wyszli, zanim przyjedzie policja”.
Derek podszedł do mnie. „Ty mała…”
Mara uniosła telefon. „Groźba karmiącej matce we własnym domu będzie świetnie wyglądać w sądzie”.
Dzwonek do drzwi zadzwonił ponownie.
Tym razem to ja się uśmiechnęłam.
Część 3
Dwóch detektywów stanęło w moich drzwiach.
Dłoń Vivian powędrowała do jej pereł.
Derek cofnął się tak szybko, że uderzył w ścianę.
„Pani Hale?” – zapytał jeden z detektywów.
Skinąłem głową. „Proszę”.