„Nie, Sarah” odpowiedziałam spokojnie. „Znasz protokół postępowania z niechcianą pocztą od wrogich wierzycieli. Wrzuć ją prosto do niszczarki. Nieotwartą.”
6. Zamek, który zbudowałem
Dwa lata później.
Był to żywy, rześki jesienny wieczór. Powietrze było chłodne, pachniało dymem z palonego drewna i opadającymi liśćmi.
Stałem na rozległym, wybrukowanym kamieniem balkonie mojego pięknego, rozległego nowego domu – nowoczesnego, architektonicznego arcydzieła, bezpiecznie osadzonego w cichej, gęsto zalesionej, niezwykle ekskluzywnej dzielnicy. Trzymałem w dłoni delikatny kryształowy kieliszek szampana vintage, wsłuchując się w cichy szelest wiatru w dębach.
Pode mną, na ogromnym, solidnie ogrodzonym, pięknie utrzymanym podwórku, Lily, teraz siedmioletnia, śmiała się histerycznie, biegnąc po trawie, grając w berka z naszym nowo adoptowanym szczeniakiem golden retrievera.
Była pełna życia, radosna i całkowicie, bezwarunkowo kochana.
Niedawno, za pośrednictwem nieuniknionej, uporczywej poczty pantoflowej miejskiej dzielnicy finansowej, usłyszałem ostateczną wiadomość o ludziach, którzy próbowali mnie wymazać.