„Nie mam nic przeciwko, Wysoki Sądzie” – powiedziałam cicho, a mój głos niósł się wyraźnie po cichej sali sądowej.
W małej galerii rozległ się głośny, zbiorowy jęk. Sarah ukryła twarz w dłoniach. Beatrice parsknęła krótkim, ostrym, triumfalnym śmiechem, nie mogąc powstrzymać radości z mojej pozornie żałosnej uległości.
„Chcesz cały majątek Juliana, Beatrice?” – zapytałam, powoli odwracając głowę, by spojrzeć prosto na teściową. Mój głos był gładki, beznamiętny i całkowicie pozbawiony emocji. „Chcesz każdy majątek, każdą księgę rachunkową i każdą jednostkę korporacyjną, dokładnie tak, jak ją zostawił?”
„Każdy grosz, Eleanor” – warknęła Beatrice, pochylając się do przodu, a jej oczy płonęły chciwością. Obok niej Chloe skinęła głową z zapałem, niemal wibrując z podniecenia. „To należy do mojej rodziny. Nie do ciebie”.
Odwróciłam się z powrotem do sędzi. Uśmiechnęłam się – delikatnym, przerażająco uprzejmym uśmieszkiem, który nie sięgał moich oczu.
„Dobrze” – powiedziałam do oficjalnego protokołu sądowego, upewniając się, że mikrofon wychwycił każdą sylabę. „Formalnie, prawnie i na stałe zrzekam się prawa wyboru małżonka. Niech przejmą majątek w całości, ze wszystkimi związanymi z tym prawami i obowiązkami. Umywam ręce”.
Sędzia zmarszczył brwi, wyraźnie zdumiony moją natychmiastową kapitulacją, ale nie miał podstaw prawnych, by zmusić mnie do walki. Uderzył młotkiem.
„Zarządzam” – oznajmił sędzia Harrison, podpisując wstępne dokumenty przeniesienia.
„Wnioskodawcy otrzymują uprawnienia egzekutora testamentu”.