Drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem.
– Policja! Proszę odsunąć się od niej!
Karolina dotrzymała słowa.
Policjanci weszli do salonu razem z nią i drugim mężczyzną w cywilu. Później dowiedziałam się, że po mojej wiadomości podała im wszystko: swoje wcześniejsze podejrzenia, nazwisko Adama, pensjonat, zdjęcia, które zrobiła, gdy śledziła samochód fałszywego ojca.
Adam próbował mówić.
Oczywiście, że próbował.
Że jestem po urazie.
Że mam halucynacje.
Że fałszywi rodzice to „opiekunowie terapeutyczni”, bo prawdziwi nie mogli się mną zajmować.
Wtedy policjant zapytał:
– Gdzie są jej rodzice?
Adam zamilkł.
Fałszywa matka zaczęła płakać.
Nie głosem mojej mamy.
Swoim.
Brzydkim, obcym, panicznym.
Policja znalazła moich rodziców dwie godziny później.
W starym pensjonacie kilka kilometrów od domu.
Nie byli związani jak w filmach. Nie trzymano ich w piwnicy przy świecy. Rzeczywistość była cichsza i bardziej przerażająca.
Podano im leki uspokajające.
Odebrano telefony.
Wmawiano, że ja jestem w specjalistycznym ośrodku, że Adam wszystko kontroluje, że jeśli będą robić problemy, sąd uzna ich za niestabilnych i odetnie ich ode mnie całkowicie.
Ojciec był odwodniony.