On nie.
„Nie rób tego. Nie waż się nam tego robić”.
Podszedł do drzwi. Nie spojrzał na naszego syna. Nie spojrzał na mnie.
A potem zniknął, a ja zostałam sama z dzieckiem, którego ojciec jednym spojrzeniem uznał, że jestem kłamczuchą.
****
Diana zamknęła za mną drzwi wejściowe i bez słowa wzięła fotelik samochodowy z moich ramion. Mój synek miał trzy dni, a ja stałam w korytarzu u siostry z torbą na pieluchy, wciąż miałam na nadgarstku szpitalną bransoletkę i telefon pełen wiadomości, których Aaron nie chciał otworzyć.
„Nie odbierze”.
Dziewczynki były już na górze. Lily dwa razy pytała, kiedy tata po nas przyjedzie. Nie wiedziałam, co jej powiedzieć.
„Usiądź” – rozkazała Diana. „Wyglądasz, jakbyś miała się zaraz przewrócić”.
Grace spakowała baner, który zrobili dla dziecka i przyniosła go ze sobą. Leżał teraz złożony na schodach, z zagiętym jednym rogiem i napisem „WITAMY W DOMU, HENRY” w czterech różnych kolorach.
„Mam go zachować na przyjazd taty?” – zapytała.
„Eleno, przestań do niego dzwonić”.
Zgodziłam się, bo nie potrafiłam wytłumaczyć, dlaczego w ogóle nie wracamy do domu.
„Nie odbierze. Patrz”.
Wyciągnęłam ekran. Trzy nieodebrane połączenia ode mnie. Jedna odpowiedź od Aarona:
„Poproszę mojego prawnika, żeby się z tobą skontaktował w sprawie separacji”.
Diana przeczytała to dwa razy.
„Nie jesteś winna. Udawaj”.
„Eleno, przestań do niego dzwonić”.
„To mój mąż. Muszę go zmusić, żeby mnie posłuchał”.
„Nie słucha. O to właśnie chodzi”. Usiadła naprzeciwko mnie i położyła mi rękę na kolanie. „Ciągle błagasz, ciągle wyglądasz na winną. Nie jesteś winna. Udawaj”.
Wpatrywałam się w dziecko.
Czekanie było najgorsze.
„Co mam zrobić?”
„Udowodnij to w języku, z którym nie będzie mógł dyskutować”.
Zamówiłam test tego popołudnia. Diana wróciła do domu i przyniosła mi z łazienki szczoteczkę do zębów Aarona. Wymaz z policzka mojego syna zajął dziesięć sekund. Wysłanie obu próbek zajęło godzinę, bo siedziałam na parkingu z kopertą na kolanach, trzęsąc się z zimna.
Czekanie było najgorsze.
„Znam go od dawna”.
Wciąż odtwarzałam sobie w pamięci każdą chwilę, kiedy Michael był ze mną sam na sam. Imprezę przy basenie dwa lata temu. Filiżanki kawy przy kuchennym stole, kiedy Aaron pracował do późna.
****
Czwartego dnia zadzwonił dzwonek do drzwi.
Michael stał na ganku Diany z pluszowym misiem w dłoni.
Przez chwilę przypomniałam sobie go z pogrzebu ojca Aarona, stojącego kilka kroków za rodziną, podczas gdy wszyscy przechodzili obok trumny. Wtedy wydawało mi się to dziwne. Michael został, dopóki prawie wszyscy nie wyszli, wpatrując się w zamknięte wieko.
„Nie mogę teraz o tym rozmawiać”.
Kiedy zapytałam, czy wszystko w porządku, odpowiedział tylko: „Znam go od dawna”.
Założyłam, że miał na myśli Aarona.
„Eleno, co się dzieje? Aaron mnie zablokował. Coś zrobiłam?”
Chwyciłam się framugi drzwi.
„Zasługuje na to, żeby usłyszeć to od Aarona”.
„Nie mogę teraz o tym rozmawiać”.
Jego twarz się zmieniła.
„Chodzi o dziecko?”
„Nic nam nie jest. Daj nam tylko czas”.
Postawił misia na schodku i wyszedł.
Ulga była najważniejsza.
Diana patrzyła, jak odchodzi. „Nie powiedziałaś mu”.
„Zasługuje na to, żeby usłyszeć to od Aarona. Nie ja”.
****
Tydzień po tym, jak wysłałam wymaz, wyniki