Chloe ciężko pochyliła się nad mahoniowym stołem, a jej oczy błyszczały głęboką, sadystyczną złośliwością. Wyrwała asystentce pana Sterlinga kopię dokumentu powierniczego i przycisnęła ją do piersi jak tarczę.
„Nikt nie jest po twojej stronie, Mayo” – zadrwiła Chloe, a jej piękna twarz wykrzywiła się w brzydką, triumfalną maskę. „Jesteś żałosna. Zawsze taka byłaś. Straciłaś całe swoje dwudzieste lata, grając niańkę, udając, że jesteś lepsza od nas, bo ci „zależy”, a teraz jesteś kompletnie spłukana. W przyszłym miesiącu kupuję willę w Toskanii. Może, jeśli będziesz wystarczająco zdesperowana, zatrudnię cię do sprzątania”.
Nie mogłam mówić. Moje gardło było całkowicie ściśnięte, zablokowane przez ogromną, poszarpaną bryłę żalu i szoku.
Zdrada nie pochodziła od moich rodziców ani siostry – spodziewałam się ich okrucieństwa. Wiedziałam dokładnie, kim byli. Zdrada, która fizycznie miażdżyła mi pierś, pochodziła od Arthura. Dlaczego to zrobił? Dlaczego skazał mnie na to ostateczne, ostateczne upokorzenie? Czy demencja naprawdę wypaczyła mu umysł? Czy naprawdę mnie nienawidził?
„Zabierz swoje rzeczy z mojego domu do dziś wieczorem, Mayu” – rozkazał Richard, wstając i energicznie zapinając szytą na miarę marynarkę. „Moja” zostało mocno podkreślone. „Majątek jest teraz prawnie nasz. Sprzątaczki przyjdą jutro o ósmej rano, żeby wywietrzyć ten obrzydliwy szpitalny zapach z głównego apartamentu i skrzydła gościnnego”.
„Tato, nie mam dokąd pójść” – wyszeptałam, a mój głos w końcu się załamał. „Trzy lata temu zrezygnowałam z mieszkania, żeby zamieszkać z dziadkiem. Nie mam pracy. Nie mam oszczędności”.