Odgarnęłam jej włosy z czoła. – Czasami dorośli popełniają błędy, Emmo. A czasami nie wiedzą, jak je naprawić.
– Czy babcia przeprasza?
– Nie wiem, kochanie. Może.
– Nadal jesteś zła o tort?
Zatrzymałam się. – Nie jestem zła o tort – powiedziałam cicho. – Jestem zła, że ktoś sprawił, że poczułaś się niewystarczająco dobra. Zawsze jesteś wystarczająco dobra. Zawsze.
Emma zastanowiła się nad tym przez chwilę. – Czy mamy teraz wystarczająco dużo pieniędzy? Ze sprzedaży domu?
Była mądrą dziewczynką. Zbyt mądrą. Zauważyła wszystko.
– Damy sobie radę – obiecałam.
– Czy możemy kupić psa?
Uśmiechnęłam się, a napięcie w ramionach w końcu ustąpiło. – Może. Zobaczymy.
Cisza w rodzinie trwała dwa tygodnie. Założyłem, że są zajęci przeprowadzką, pakując trzydziestoletni dobytek do jakiegokolwiek mieszkania, na które mogli sobie pozwolić za swoją część pieniędzy. Skupiłem się na pracy, na wynajmowanych mieszkaniach i na Emmie.
Wtedy przyszło oficjalne zaproszenie na kolację, wysłane listem poleconym.
Było na grubym kartonie, z wytłoczonym napisem. Rodzina Andersonów prosi o Państwa obecność na kolacji pojednawczej. Mama chce przeprosić. Cała rodzina będzie obecna. Proszę przyprowadzić Emmę.
Przeczytałem to dwa razy. Potem wrzuciłem do kosza na makulaturę.
Odmówiłem e-mailem. Jedno słowo: Nie.
Mama pojawiła się w moim biurze trzy dni później.
Zadzwoniła ochrona budynku. „Przyszła do pana jakaś pani Anderson. Mówi, że to pilne”.
Westchnąłem. „Przyślij ją na górę. Ale powiedz jej, że ma pięć minut”.
Kiedy weszła do mojego biura, wyglądała inaczej. Pancerz był popękany. Jej włosy nie były idealnie ułożone. Wyglądała na mniejszą. Starszą. Pokonaną.
Usiadła na krześle dla gości, nie czekając na zaproszenie. Nie patrzyła na widok, tylko na swoje dłonie.
„Przepraszam” – powiedziała.