„Więc nie proś o pieniądze” – uśmiechnęłam się.
Eleanor dramatycznie przewróciła oczami, unosząc rękę w przesadnym geście irytacji.
„Och, Mayo, proszę, przestań być tak niesamowicie dramatyczna” – powiedziała Eleanor.
– krzyknęłam, zupełnie nie rozumiejąc śmiertelnej powagi mojej wypowiedzi, zakładając, że to małostkowa, pusta groźba od słabej córki. „Nie potrzebujemy twoich drobnych kontroli graficznych, żeby przeżyć. Zjedz ciastko i bądź cicho. Psujesz nastrój”.
Pochlebczy śmiech rozbrzmiał ponownie, tym razem nieco głośniejszy, z ulgą, że matriarcha stłumiła mój krótki bunt.
Pociągnęłam powolny, rozważny łyk wody. Delikatnie postawiłam szklankę, dokładnie na środku podstawki.
„Chyba mam już dość” – powiedziałam cicho, nie do nikogo konkretnego.
Wstałam. Nie odsuwałam krzesła. Podniosłam z podłogi moją małą, niemarkową skórzaną torebkę, odwróciłam się plecami do dwudziestu pięciu osób, które miały to samo DNA, i spokojnie wyszłam z jadalni. Przeszłam przez wielki hol, otworzyłam ciężkie dębowe drzwi wejściowe i wyszłam w chłodny, rześki wiosenny wieczór.
Wsiadając do mojego niepozornego, niezawodnego sedana zaparkowanego na ulicy, nie odpaliłam od razu silnika.
Wyjęłam smartfon z torebki.
Odblokowałam ekran i otworzyłam zaszyfrowaną aplikację bankowości korporacyjnej.
Automatyczny, cykliczny przelew 4500 dolarów na ratę kredytu hipotecznego Eleanor oraz oczekująca, ogromna opłata za Elite Catering Services miały zostać rozliczone z moich kont dokładnie o północy.
Przesunęłam kciukiem po świecącym ekranie.
3. Nocne oczyszczenie