Prośba, która nie powinna nic znaczyć
Carter Halston stał w swoim pomarańczowym mundurze, z nadgarstkami skutymi kajdankami, napiętymi, ale nie złamanymi ramionami.
Przełknął ślinę.
„Wysoki Sądzie… Rozumiem werdykt”.
Jego głos był szorstki, ale opanowany.
„Nie proszę pana o zmianę czegokolwiek”.
Pauza.
„Mam tylko jedną prośbę”.
Sędzia Kline przyjrzała mu się uważnie.
„Proszę dalej”.
„Mój syn urodził się w zeszłym tygodniu” – powiedział Carter.
„Nie trzymałem go na rękach. Ani razu”.
Jego wzrok powędrował w stronę tyłu sali.
„Czy mógłbym go potrzymać… przez minutę?”
Sąd się waha
Sędzia nie odpowiedziała od razu.
To nie była standardowa procedura. Ale nie było też niebezpieczne.
Odwróciła się lekko w stronę komornika.