Jego dłonie – duże, szorstkie, pokryte bliznami – lekko drżały.
Kira umieściła dziecko w jego ramionach.
Cały pokój znieruchomiał.
Carter spojrzał w dół.
I wszystko w jego twarzy się zmieniło.
„Hej… mały człowieku” – wyszeptał.
„Przepraszam, że nie było mnie, kiedy się pojawiłeś”.
Jego głos się załamał – ale udało mu się opanować.
Coś jest nie tak
Na początku dziecko milczało.
Potem…
Nagła zmiana.
Dziecko zesztywniało.
Jego oddech się zmienił.
A potem zapłakał.
Nie cicho.
Nie normalnie.
Przenikliwy, przenikliwy krzyk przeciął salę sądową.
Carter instynktownie poprawił uścisk.
„Hej, hej… Mam cię” – mruknął.
Ale płacz nie ustawał.
Kira zakryła usta, wyraźnie wstrząśnięta.