CZĘŚĆ 2
Lekarz wziął dokumenty i zlecił kolejne pilne badanie.
Kilka minut później nadszedł wynik.
0 minus.
Mój syn otrzymał prawidłową transfuzję.
I przeżył.
Ale na korytarzu, podczas gdy Gabriel szamotał się za białymi drzwiami, zaczęła krwawić inna prawda.
Étienne podszedł do mnie.
„Skąd pan to wiedział?”
„Bo jestem jego matką.”
„Dlaczego w aktach było coś innego?”
Spojrzałem na nie.
„Zapytaj matkę.”
Hélène wyprostowała się.
„Nie będę tolerował takiego tonu.”
„Pani wnuk omal nie umarł, bo chciał pan kontrolować nawet jego krew.”
Lekarz wrócił, wyglądając poważniej.
„Musimy wyjaśnić pewne nieścisłości. Panie Armand, ma pan grupę krwi B plus, czy to prawda?”
„Tak.”
„Proszę pani?”
„Pozytywny”. Zawahał się.
„Nie jest niemożliwe, żeby dziecko miało grupę krwi 0 z tymi grupami krwi. Ale krew Rh- wymaga pewnych transkrypcji. Powtórzymy wszystkie testy”. Hélène przerwała:
„To bez sensu.
Za wcześnie.
Zdecydowanie za wcześnie”. Étienne odwrócił się do niej.
„Mamo?” Ścisnęła mocno torebkę.
„To nie jest odpowiedni moment”. Spojrzałam na nią.
I nagle zrozumiałam, że ta kobieta nie bała się błędu medycznego.
Bała się tajemnicy.
Badania genetyczne zlecono po wizycie na ostrym dyżurze. Étienne nalegał. Nie miałam już siły, żeby się czemukolwiek sprzeciwiać. Spędzałam całe dnie u boku Gabriela, opierając rękę na jego małej stopie, słuchając maszyn liczących to, czego moje serce nie mogło już znieść.
Trzy dni później Étienne wszedł do pokoju.
Trzymał kopertę. Miał zmasakrowaną twarz.
„Nie jestem biologicznym ojcem Gabriela”.
Zamknęłam oczy.