Ślub odbył się w biurze urzędnika okręgowego. Miałam na sobie prostą kremową sukienkę; Mark ciemny, stonowany garnitur. Nie było kwiatów ani wielopiętrowych tortów. Tylko młody urzędnik, który wyglądał na zmęczonego, i ceremonia, która trwała sześć minut.
„Ogłaszam was mężem i żoną” – powiedziała mechanicznie.
Mark odwrócił się do mnie. Nie posunął się do filmowego pocałunku. Ujął moją dłoń i uścisnął ją. „Dziękuję za skinienie głową” – wyszeptał.
Cliffhanger: Wychodząc z biura, natknęliśmy się na Evana i jego prawnika. Evan spojrzał na nasze złączone dłonie, a jego twarz wykrzywiła się w maskę czystego, nieskażonego szoku. Nie wiedział jeszcze, że śledztwo w sprawie oszustwa właśnie dobiegło końca.
Rozdział 8: Sad Jabłkowy
Postępowanie karne przeciwko Evanowi i Nicole było krótkie i druzgocące. Nicole załamała się podczas przesłuchania, przyznając, że cały plan był pomysłem Evana w zamian za część ceny sprzedaży mieszkania. Evan Stracił wszystko – reputację, pracę, a ostatecznie zadowolił się marnymi 20% wartości mieszkania, żeby tylko uniknąć celi więziennej.
Wylądował w pensjonacie na obrzeżach miasta. Nie poczułam triumfu, kiedy to usłyszałam. Po prostu poczułam się… skończona.
Mark i ja kupiliśmy dom wiosną. Starą, solidną rezydencję z ogrodem, który był zaniedbany od dawna. Spędzaliśmy weekendy naprawiając płoty i sadząc bzy. Wróciłam do szkoły, powitana okrzykiem radości Bena, Paige i Dany, który o mało nie zwalił mnie z nóg.
Prawdziwe
Przebudzenie jednak nastąpiło w kwietniu.
Stałam w łazience, trzymając plastikowy patyczek z dwiema różowymi kreskami. Serce waliło mi jak szalone, jakby miało skrzydła. Herrera powiedział, że to możliwe, ale nie śmiałam mieć nadziei.
Weszłam do salonu, gdzie Mark czytał. Nic nie powiedziałam. Po prostu podałam mu patyczek.
Usiadł na sofie, nogi się pod nim ugięły. Wpatrywał się w kreski przez długą, milczącą minutę. Potem przytulił mnie tak mocno, że czułam bicie jego serca przy moim.
„Czy to prawda?” wyszeptał.
„To prawda” – powiedziałam.