Rozłączyłam się. Wypuściłam powietrze, które czułam, jakbym wstrzymywała je od czterdziestu ośmiu godzin.
Pułapka została zastawiona.
Zgodnie ze standardową umową dotyczącą luksusowego obiektu – którą Melissa podpisała, bo chwaliła się surowymi warunkami – Four Seasons wymagało pełnej płatności na 48 godzin przed wydarzeniem. Jeśli płatność została odrzucona, czyli w tym przypadku została oznaczona jako oszustwo i odzyskana przez bank, obiekt miał prawo jednostronnie odwołać wydarzenie i zamknąć drzwi, aby uchronić się przed stratami finansowymi.
Zwrot pieniędzy miał trafić do działu księgowości hotelu w piątek. Do soboty rano, w dniu ślubu, pieniądze miały zniknąć.
Otworzyłam nową kartę na laptopie. Weszłam na stronę rezerwacji biletów lotniczych.
Przez cztery lata odmawiałam sobie wszelkich luksusów, wszelkich wakacji, żeby zaoszczędzić te pieniądze. Melissa nazwała mnie nieudacznikiem. Wyśmiewała mój brak życia.
Wpisałam „Cabo San Lucas” w polu „Miejsce docelowe”. Zarezerwowałam bilet pierwszej klasy z wylotem z Seattle o 8:00 rano w sobotę i luksusowy apartament z widokiem na plażę na tydzień.
Tej nocy spakowałam walizki. Nie zostawiłam żadnej wiadomości. Nie wysłałam SMS-a z ostrzeżeniem. Po prostu zniknęłam z historii, którą dla mnie napisali.
Rozdział 4: Odwołany ślub
Nadszedł sobotni poranek.
Siedziałam w saloniku pierwszej klasy na lotnisku Sea-Tac, popijając idealnie zmieszaną Margaritę. Przez ogromne szklane okna obserwowałam samoloty startujące w zachmurzone niebo. Mój telefon leżał na stoliku obok drinka.
Dokładnie o 9:15 telefon zaczął wibrować.
Zawibrował o stolik jak wściekły, uwięziony owad. Na wyświetlaczu pojawił się identyfikator dzwoniącego: MAMA.
Pozwoliłam mu zadzwonić.