„Alejandro zasługuje na kogoś, kto jest oddany swojemu domowi”.
Odpuszczałam, nie ze słabości, ale z wyczerpania.
Prowadziłam firmę o zasięgu krajowym.
Negocjowałam z grupami, które miały więcej prawników niż niektóre miasta policjantów.
Uszczypliwości mojej teściowej wydawały się drobiazgowe, wręcz śmieszne.
Do dnia, w którym przestały być drobiazgowe.
Tego wieczoru Teresa pojawiła się bez zapowiedzi.
Miała swój klucz, którego nigdy nie chciałam jej dawać, ale Alejandro dał jej go „na wszelki wypadek”.
Weszła do domu, kiedy szykowałam się do kolacji.
Zobaczyła sukienkę na oparciu krzesła.
Jej twarz natychmiast stwardniała.
„To na dziś wieczór?” zapytała.
„Tak.”
„Z kim?”
„Z partnerami.”
Zachichotała.
„Chyba z mężczyznami.”