Alejandro, który właśnie wrócił z biura, westchnął.
„Mamo, nie zaczynaj.”
Ale jego głos nie miał znaczenia.
Teresa usłyszała to tak samo jak ja.
Więc kontynuowała.
„Nic nie zaczynam.
Zastanawiam się tylko, dlaczego twoja żona musi się ubierać tak, jakby wciąż szukała męża.”
Powoli odwróciłam się do niej.
„Tereso, jesteś u mnie w domu.
Mów do mnie jak należy.”
To było zdanie, od którego wszystko się zaczęło.
Wszystko płonęło.
Zarumieniła się.
Nie ze wstydu.
Z wściekłości.
„Twój dom?” powtórzyła.
„Słyszysz, Alejandro? Ona myśli, że to jej dom”.
Mój mąż przetarł twarz dłonią.
„Valeria, proszę…”