Podeszła do krzesła, na którym leżała moja niebieska jedwabna bluzka.
Ta, którą dała mi siostra po pierwszym krajowym kontrakcie Ruta Norte.
Miałam ją na sobie w dniu, w którym podpisaliśmy kontrakt z siecią aptek, która samodzielnie sfinansowała naszą ekspansję na północ kraju.
Teresa wzięła ją w palce, jakby to była brudna szmata.
„Kogo, jak myślisz, zaimponujesz pieniędzmi mojego syna?”
Też ją podarła.
W tym momencie mój gniew opadł.
Nie mniej intensywny.
Bardziej niebezpieczny.
Wyjęłam telefon i zaczęłam filmować.
Teresa się nie martwiła.
Była zbyt pewna swojej wyższości.
Kontynuowała rozmowę, śmiech, stąpając po moich ubraniach, które spadły na podłogę.
Alejandro spuścił wzrok.
Ten gest mi wystarczył.
Mówił wszystko, do czego nigdy nie miał odwagi się przyznać.
Wolał moje upokorzenie od konfrontacji z nią.
„Tereso” – powiedziałam tak spokojnym głosem, że nawet ja ledwo ją poznałam – „sama zapłaciłam za te ubrania”.
Wybuchnęła śmiechem.