„Skąd właściwie pochodzisz?” zapytał jej teść. „Nigdy mi nie mówiłeś”. „Z jakiegoś miasta w stanie, nic ważnego”. „A twoja rodzina?” „Nie mam żadnej. Dałem sobie radę sam, dzięki stypendium i pracy”. Dr Fermín skinął głową z podziwem. „To wiele o tobie mówi. Odporność. Tego właśnie potrzebuje ten kraj”. Tej nocy Gabriela nalegała. „Chcę zobaczyć miejsce, w którym dorastałeś”. Mauricio odkroił kawałek mięsa, nie patrząc na nią. „Tam nie ma nic do oglądania, ale to część twojej historii”.
Moja historia zaczyna się tutaj, od ciebie. Gabriela uśmiechnęła się, ścisnęła jej dłoń i nie zadawała więcej pytań. W okolicy Consuelo prała ubrania za peso za sztukę. W ciągu tygodnia zarobiła 23 peso. Amparo wrzuciła pieniądze do puszki. „To niewiele” – powiedziała Consuelo. „Ale to coś. To twoje. Zasłużyłaś na to”. Tej nocy, gdy Consuelo spała, Amparo wyjęła żółtą kopertę z pudełka na buty. Długo się w nią wpatrywała. „To nie może być wszystko” – mruknęła do siebie. „Coś musi być”.
Mijały dni, a wraz z nimi upokorzenia. Doña Refugio rozmawiała na dziedzińcu z innymi sąsiadami, nie ściszając głosu. „Ta niewidoma kobieta cuchnie stęchlizną; psuje opinię okolicy”. Pozostali w milczeniu kiwali głowami. „A Amparo, udając świętą, zobaczmy, jak długo to potrwa”. Amparo usłyszała to z progu. Wyszła na dziedziniec. „Refugio Consuelo prała ubrania dla połowy miasta, podczas gdy ty kupowałaś na kredyt w sklepie. Nie waż się mówić o niej źle”. Refugio wstała z krzesła.
Skoro tak bardzo jej bronisz, pozwólcie sobie pójść i zobaczyć, czy znajdziecie kogoś, kto będzie w stanie was znieść. W niedzielę Consuelo poprosiła o przysługę. „Czy możesz mnie zawieźć do kościoła?” Amparo się zgodziła. Szły razem ulicami dzielnicy. Consuelo oparła się o jej ramię, licząc kroki, jak zawsze. Na rogu nie zauważyła stopnia. Potknęła się i upadła na kolana na chodnik. Nikt się nie zatrzymał, żeby jej pomóc. Ludzie przechodzili obok. Tylko Amparo pomogła jej wstać. „Wciąż tu jestem” – powiedziała cicho.
Nie jesteś sama. W kościele Consuelo uklękła przed ołtarzem. „Ojcze, czy mogę się modlić za mojego syna?” Ksiądz podszedł. „Jak się nazywa?” „Dr Mauricio Estrada Salinas”. Ksiądz nie rozpoznał nazwiska. Skinął grzecznie głową i odszedł. Consuelo modliła się w milczeniu. Prosiła o syna, który ją wymazał. Kiedy wrócili do sąsiedztwa, Consuelo znalazła swoje ubrania na ziemi: trzy bluzki, spódnicę i różaniec rozsypany w kurzu. „Co się stało?” zapytała, dotykając ziemi dłońmi.