Amparo nie odpowiedziała. Wzięła Consuelo pod ramię i poprowadziła ją do środka. „Myj się o świcie” – wyszeptała. „Kiedy nikogo nie ma w pobliżu”. Następnego dnia sąsiadka zapukała do drzwi Amparo. To była Doña Refugio z pokoju nr 12. Skrzyżowała ręce i wykrzywiła usta. „Amparo, mogę z tobą porozmawiać? Powiedz mi, dlaczego ta niewidoma kobieta tu mieszka? Ona nawet nie ma rodziny. Kto będzie odpowiedzialny, jeśli coś jej się stanie? Jestem chrześcijanką, nie zostawię jej na ulicy”. Doña Refugio parsknęła suchym śmiechem.
Bycie chrześcijanką nie opłaca czynszu. Wyszła bez pożegnania. Consuelo słyszała wszystko z jej łóżeczka. Nie powiedziała ani słowa. Kontynuowała składanie prania, które właśnie skończyła prać. W Mexico City Mauricio otrzymał wiadomość, na którą czekał. „To oficjalne” – powiedział dr Fermín. „Jesteś lekarzem adiunktem w klinice. Ogłosimy to w przyszłym tygodniu”. Gabriela go przytuliła. „Jestem z ciebie taka dumna”. Mauricio uśmiechnął się. Pomyślał o remoncie gabinetu, nowych meblach i świeżo pomalowanych ścianach.