Wysyłasz zrzuty ekranu do Eleny, a następnie na nowy adres e-mail utworzony pod fałszywym nazwiskiem. Zanim oddajesz telefon, fotografujesz numer telefonu i pozostałe fragmenty wiadomości w folderze „Usunięte elementy”. Osuwasz się z powrotem do łóżka, nieruchomo, z zamkniętymi oczami i dziesięć minut później czujesz, jak Mauricio wchodzi do pokoju. Zatrzymuje się przy materacu na tyle długo, żebyś zdała sobie sprawę, że cię obserwuje, ocenia coś, być może decyduje, czy ruszyć dalej.
Następnego ranka mówisz szefowi, że twoja siostra ma drobny problem zdrowotny i że być może będziesz musiała wyjść wcześniej. Ledwo podnosi wzrok, co tym razem działa na twoją korzyść. O 10:17 Elena przyjeżdża swoją starą hondą w towarzystwie mężczyzny, którego nie widziałaś od dwóch lat: Gabriela Soto, twojego kuzyna, byłego śledczego ds. oszustw w firmie ubezpieczeniowej, zanim uraz pleców zakończył jego karierę. Gabriel wciąż emanował tym niepokojącym spokojem, spokojem kogoś, kto zna wszystkie sekrety.
Słuchają, jak wyjaśniasz wszystko na parkingu za warsztatem oponiarskim. Gabriel nie przerywa. Kiedy kończysz, prosi o zrzuty ekranu, przybliża zmianę sformułowania dotyczącego beneficjenta i oświadcza: „To nie jest zwykła chciwość. Ktoś go poinformował. To sformułowanie to ustawione roszczenie”. Stuka w ekran. „Kimkolwiek jest R, ta osoba już zrobiła coś podobnego”.
Tego popołudnia idziesz na komisariat policji, ale nie jesteś sam ani z pustymi rękami. Elena przybywa w pośpiechu, Gabriel metodycznie, a ty przychodzisz ze zrzutami ekranu, miniaturową kopią polisy ubezpieczeniowej zapieczętowaną w plastikowej torbie i szklanym naszyjnikiem zawiniętym w ręcznik, schowanym w torbie na zakupy. Śledcza Laura Phelps przyjmuje twoje zeznania z tak neutralnym wyrazem twarzy, że aż chce się ją znienawidzić, dopóki nie zada ci bardzo konkretnego pytania: „Czy ostatnio próbował cię gdzieś odizolować na noc?”.
Mrugasz. „Jeszcze nie. Dlaczego?”
„Bo zazwyczaj przed imprezą ćwiczą w plenerze” – wyjaśnia. „Albo już wybrali miejsce”.
Kiedy wspominasz o wiadomości tekstowej o domku, Phelps prostuje się. Pyta, czy Mauricio ma do niego dostęp. Nagle przypominasz sobie miejsce, o którym wspominał dwa razy w zeszłym miesiącu, rzekomo na „wypad na ryby z przyjaciółmi”. Domek myśliwski nad jeziorem Medina, należący do kolegi z budowy, ale teraz to wspomnienie wydaje się zbyt wygodne, zbyt…
Proste. Detektyw Phelps dzwoni, gdy jeszcze rozmawiasz.
Nie mogą go jeszcze aresztować. Dowody są przytłaczające, ale śledztwo nie jest rozstrzygające. Mogą jednak doradzać mu, dokumentować sprawę, gromadzić dowody i koordynować swoje działania. Phelps wyjaśnia, że jeśli Mauricio zaprosi cię gdzieś jutro wieczorem, a ty się zgodzisz, mogą zbudować sprawę o usiłowanie zabójstwa, a nie tylko o podejrzenie oszustwa. Elena odrzuca ten pomysł. „Chcesz ją na przynętę?” – wykrzykuje.
Phelps patrzy jej w oczy. „Chcę ją żywą. Jeśli zadziałamy zbyt wcześnie, bez niezbędnych zasobów, odejdzie, zniknie albo spróbuje ponownie, bardziej sprytnie”.
Tego wieczoru krążysz po swoim mieszkaniu, jakby ściany miały uszy. Bo mogą. Zespół Phelpsa umieszcza dyskretny dyktafon w twojej torebce i drugi pod szwem kurtki. Gabriel pomaga ci utworzyć kopię zapasową danych z telefonu w ukrytym folderze w chmurze i aktywuje udostępnianie lokalizacji Elenie i detektywowi. Zapamiętujesz zwrot, którego używasz w razie kłopotów: „Zostawiłem tabletki na alergię w samochodzie”. Niewinne słowa. Znaczące w nagłych wypadkach.
Mauricio wraca do domu z jedzeniem na wynos, łagodnym głosem i planem. Możesz się domyślić, zanim jeszcze o tym wspomni, bo zabójców w kiepskich filmach łatwiej rozpoznać niż w prawdziwym życiu, dopóki rzeczywistość w końcu nie ujawni swojej bezwzględności. W połowie posiłku wyciąga rękę przez stół i ściska twoją dłoń.
„Myślałem o tym” – mówi. „Mieliśmy ciężki rok”.
Lekko spuszczasz wzrok. „Tak”.