„Miejmy to już za sobą” – prychnął Ryan, odchylając się na krześle. „Przeczytaj wyniki, Victorio. Niech wszyscy usłyszą, jak mnie oszukała. Usłyszmy prawdę, żebym mogła wrócić do domu”.
Victoria nie spojrzała na niego. Wzięła z laboratorium zapieczętowaną kopertę z zabezpieczeniem przed manipulacją, opierając wypielęgnowany kciuk na pasku.
„Jesteś absolutnie pewien, że chcesz, żeby to zostało wpisane do trwałego, nieujawnionego publicznie rejestru, Ryan?” – zapytała Victoria niebezpiecznie cichym głosem. „Kiedy złamię tę pieczęć, nie będzie ucieczki przed konsekwencjami”.
Ryan prychnął, brzęcząc łańcuchami, pochylając się do przodu. „Otwórz to. Pokaż światu, jaką z niej kłamliwa dziwka”.
Za nim Brittany skrzyżowała ramiona, a jej usta wykrzywił triumfalny uśmieszek. „Przeczytaj” – powtórzyła jak echo.
Victoria Sterling spojrzała na mnie. Skinęłam jej głową.
Z głośnym, głośnym „rrr” Victoria oderwała wieczko koperty. Wyciągnęła pojedynczą kartkę grubego, tłoczonego papieru. Cisza w pokoju była tak absolutna, że słyszałam przez ściany cichy szum klimatyzatora. Victoria poprawiła okulary do czytania, skanując dokument z irytującą powolnością, która – jak wiedziałam – była całkowicie celowa.
W końcu podniosła wzrok, wpatrując się przenikliwym wzrokiem w Ryana.
„Wyniki badań laboratoryjnych, przeprowadzone z zachowaniem ścisłego łańcucha dowodowego, wskazują na co następuje” – przeczytała Victoria, a jej głos brzmiał jak głos sędziego wydającego wyrok śmierci. „Prawdopodobieństwo ojcostwa nienarodzonego dziecka Samanthy Thorne: 99,999%. Podmiot, Ryan, jest bezsprzecznie biologicznym ojcem”.
Zapadła cisza, ale nie była już pusta; stała się ciężka, dusząca.
Ryan wpatrywał się w Victorię, a jego zadowolony wyraz twarzy zamarzał, pękał, a potem gwałtownie się rozpadał. Krew odpłynęła mu z twarzy tak szybko, że wyglądał, jakby miał zawał serca. Zamrugał, lekko potrząsając głową.
„Nie” – wyszeptał, a dźwięk ledwo przebił się przez stół. „Nie, to niemożliwe. Brittany… Brittany mi powiedziała… miała dowód. Pokazała mi wiadomości…”
Obrócił się na krześle, na ile pozwalały łańcuchy, rozpaczliwie szukając twarzy Brittany. Ale Brittany na niego nie patrzyła. Wpatrywała się w podłogę, jej twarz nagle zbladła, a triumfalny uśmieszek ustąpił miejsca przerażeniu przypartego do muru szczura.
„Skłamałeś mnie?” Ry
Głos An załamał się, przechodząc w histerię. „Powiedziałeś mi, że sypia ze swoim szefem! Sprawiłeś, że uwierzyłem…”