Nie zdawała sobie sprawy, że jego córka stała się kobietą, która legalnie, publicznie i na zawsze niszczy drapieżniki.
Vivian stała się jeszcze okrutniejsza, bo zachowałem spokój.
Pomyliła ciszę ze strachem. Marcus mylił uprzejmość z poddaniem się. Każdego ranka inscenizowali swoje okrucieństwo niczym aktorzy odgrywający jakąś scenkę.
Lek przeciwbólowy taty tajemniczo znikał, a potem wracał dopiero po tym, jak Vivian zmusiła go do przeprosin.
„Za niewdzięczność” – mawiała słodko.
Pewnej nocy weszłam do gabinetu i zobaczyłam Marcusa zmuszającego tatę do podpisywania czeków, mimo że jego ręce drżały.
„Po prostu porządkuję sprawy biznesowe” – powiedział Marcus nonszalancko, kiedy mnie zobaczył.
Tata wyglądał na chorego w blasku lampki na biurku.
Uśmiechnęłam się lekko. „O północy?”
Marcus uniósł długopis. „Chce pomóc swojej rodzinie”.
Vivian elegancko oparła się o regał. „Rodzina wymaga lojalności, Isabello. Podczas gdy ty budowałaś swoją małą karierę, my tu mieszkaliśmy”.
„Moją małą karierę?” – powtórzyłam.
Marcus uśmiechnął się złośliwie. „Kim ty teraz jesteś? Jakąś sekretarką prawnika?”
„Coś w tym stylu”.