Rozumiałem kształt tego zdania bez potrzeby, żeby je doprecyzowywała. Doceniałem też to, że postanowiła nie ubarwiać go.
„Ona też się spodziewała”, powiedziałem.
Whitney powoli skinęła głową. „Tak”, powiedziała cicho. „Tak”.
Kiedy odjechała, pokroiłem kawałki
ciasto dla chłopaków i dla mnie, i zjedliśmy je na stojąco w kuchni, podczas gdy słońce padało na podłogę. Parker nazwał je „ciastem z przeprosinami”, a Hudson stwierdził, że gdyby wszystkie przeprosiny smakowały jak brzoskwinie, ludzie prawdopodobnie celowo zachowywaliby się gorzej.
Do poniedziałku historia rozeszła się dalej, niż myślałem. Mężczyzna ze sklepu z paszą zapytał, czy jestem „tym facetem z rancza z incydentu urodzinowego”, a kasjer w miasteczku mrużył oczy przez całe pięć sekund, zanim ostatecznie się na to zgodził.
Lokalne serwisy informacyjne podchwyciły sprawę po południu. Początkowo żaden z nich nie znał całej prawdy, ale miały wystarczająco dużo podstaw, by zrobić z tego widowisko: prezes stowarzyszenia właścicieli domów, fałszywy zakup, przyjęcie urodzinowe na czyimś ranczu, policja, sfałszowane dokumenty i bitwa na ciasta, o której nikt w mieście nie mógł przestać mówić.
Hudson uważał za zabawne, że Parker stał się, jak to ujął, „małą wiejską legendą”. Parker zapytał, czy legendy dostają darmowe ciasto w miejscach publicznych, co podpowiedziało mi, że rozumie sławę równie dobrze, jak większość dorosłych.
Starałem się nie czytać zbyt wiele, ale i tak docierały do mnie fragmenty. Sąsiedzi, sprzedawcy, szeryfowie, a każda wersja historii sprawiała, że Miller wydawał się mniejszy i bardziej żałosny, podczas gdy Courtney stawała się albo złoczyńcą, albo głupcem, albo jednym i drugim, w zależności od tego, kto ją opowiadał.
Zastępca szeryfa Brooks zadzwonił tego wieczoru z aktualizacją. Miller został formalnie oskarżony o oszustwo, fałszerstwo i kradzież tożsamości, a kolejne ofiary prawdopodobnie pojawią się, gdy śledczy zaczną łączyć nazwiska z paragonów z rzeczywistymi wydarzeniami.
„Zbudował na tym cały mały biznes” – powiedział Brooks. „Sprzedał wiarygodność ludziom, którzy chcieli czuć się wyjątkowo, a prywatność tym, którzy chcieli pożyczyć czyjąś urodę”.
Ten opis był tak trafny, że na chwilę zamilkłem. „A Courtney?” – zapytałem.